6 książek o rodzinnych finansach i konkurs dla czytelników bloga

6 ksiazek o rodzinnych finansach

Edukacja finansowa dzieci w Polsce praktycznie nie istnieje. Nasze pociechy nie mają możliwości zdobycia wiedzy z zakresu finansów osobistych, bankowości elektronicznej czy funkcjonowania giełdy. Ani w szkole podstawowej, ani w gimnazjum takie tematy nie są poruszane. Sam pamiętam, że wszelkie podstawy w tych dziedzinach przekazywali mi rodzice, a specyfikę giełdy poznałem dopiero w liceum. To wtedy, nauczyciel historii, a wolnych chwilach zapalony inwestor giełdowy, zorganizował i poprowadził fakultatywne koło giełdowe, gdzie uczyliśmy się podstaw inwestowania.

Tematy związane z finansami osobistymi są poruszane w naszych domach zazwyczaj dopiero wtedy, kiedy musimy odpierać nieustające ataki dzieci żądających kolejnej zabawki czy gadżetu elektronicznego. Aby choć trochę Was wspomóc w rozwiązaniu tego problemu, postanowiłem zachęcić Was do lektury książek z dziedziny rodzinnych finansów. Poniżej przedstawiam recenzję 6 ciekawych pozycji, które pomogą Wam się odnaleźć w meandrach finansów osobistych, a także ułatwią przekazywanie tej wiedzy dzieciom. Część z nich to pozycje, które będziecie mogli czytać wspólnie z Waszymi pociechami. Mam nadzieję, że recenzje książek opisane poniżej, zachęcą Was do poszerzania horyzontów finansowych swoich dzieci.

Na końcu artykułu czeka na Was prawdziwa gratka – konkurs, w którym do wygrania będzie kilka z książek przestawionych poniżej.

 

Książki do wspólnego czytania

Basia i pieniądze – Stanecka Zofia, Oklejak Marianna

basia-i-pieniadze

Książek z serii „Basia” nie trzeba przedstawiać żadnemu rodzicowi. Jedna z nich porusza tematykę rodzinnych finansów, na przykładzie rodzinnego wypadu na zakupy do supermarketu. Śledzimy losy Basi i Janka, którzy są tak podekscytowani wyjazdem, że planują zakup kilku dodatkowych, nieplanowanych przedmiotów. Mama próbuje okiełznać temperament trójki dzieci  i wytłumaczyć im zawiłości supermarketowych promocji np.:

„Mamo…kupisz mi laleczkę za darmo?…

-Ona nie jest za darmo. Żeby ją dostać, musiałabym kupić dwa samochodziki.

– Jeden byłby dla Janka, a drugi dla mojej laleczki. Tej za darmo.”

Czy mamie udało się ograniczyć zakupy jedynie do niezbędnych – z góry zaplanowanych pozycji i jak przekonała do swoich racji potomstwo?

Il. Stron: 24
Wiek: 3-7 lat

 

Pieniądze nie rosną na drzewach – Paul Mason, Mike Gordon

pieniadze-nie-rosna-na-drzewach-b-iext8584287

Znacie to powiedzenie: „Pieniądze nie rosną na drzewach” albo „nie leżą na ulicy”? Mam ochotę wypowiadać je codziennie, kiedy mój syn prosi mnie o kolejną zabawkę czy figurkę Lego, podpatrzoną u kolegi z przedszkola. Autor tej książki prowadzi czytelnika za rękę tłumacząc po kolei czym są pieniądze, budżet domowy, jak funkcjonuje konto bankowe i karty kredytowe kończąc na inwestowaniu pieniędzy. Książka buduje świadomość, że pieniądze nie biorą się znikąd, a także zawiera wskazówki pomocne przy zarządzaniu własnymi finansami. Oprócz przystępnie podanej treści, publikacja zawiera sporo ilustracji i przykładów. Bardzo ciekawą propozycją jest także quiz pozwalający ocenić czy jesteśmy osobą oszczędną czy rozrzutną, oraz test podsumowujący naszą wiedzę.

Il. Stron: 48

Wiek: 8-12 lat

 

Rozmowy z użyciem głowy – czyli ekonomia dla dzieci – Garbolińska Anna

rozmowy-z-uzyciem-glowy-czyli-ekonomia-dla-dzieci

Ekonomia dla dzieci to książka, którą przeczytałem w jeden wieczór. Lila, bardzo dociekliwa uczennica szkoły podstawowej, poprzez codzienne rozmowy ze swoją mamą, dowiaduje się skąd się wzięły pieniądze, czym zajmują się banki i giełdy, dlaczego w finansach domowych jest dziura budżetowa i po co Państwu nasze podatki. Tematy poważne przeplatają się tutaj ze śmiesznymi anegdotami np.:  o podatku od brody, maszynie do drukowania pieniędzy czy stopie bezrobocia wpływającej na rozmiar tenisówek. Czytając poszczególne rozdziały miałem wrażenie jakbym był członkiem tej rodziny i wsłuchiwał się w dialogi pozostałych jej członków.

Aby lepiej zobrazować lekkość z jaką autorka opisuje kwestie finansowe, zacytuje jeden z ciekawszych fragmentów rozmów:

„Słyszałam też od babci, że jeśli pani Halinka długo nie znajdzie pracy, to chyba zacznie pracować „na czarno” – przypomniała sobie. Czy szef z oszczędności wyłączy jej światło? – zapytała, spoglądając na mamę, która właśnie wyłoniła się ze spiżarni z wielką porcją makowca w rękach.

– Nie, kochanie. Praca na „czarno” to praca bez umowy o pracę”.

Il. Stron: 90

Wiek: 9-14 lat

 

Zygzakiem przez Świat Pieniędzy – Dariusz Rębosz

swiat_pieniedzy_okladka_1d

Książka została wydana przez Fundację Graj Wysoko. Dochód ze sprzedaży jest przekazywany na szkolenia z zakresu rozwoju osobistego dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.  Jest częścią cyklu „Zygzakiem przez…” którego zadaniem jest przybliżyć dzieciom zagadnienia nieomawiane podczas szkolnych zajęć. Julia i Kacper, bohaterowie tej publikacji, próbują znaleźć odpowiedź na nurtujące ich pytania np.: skąd biorą się pieniądze, jak posługiwać się kartą płatniczą i czy warto pożyczać? W przystępny sposób opisane są tutaj zagadnienia budżetu domowego i sposoby na zarabianie pieniędzy. W każdej sekcji autor zamieścił porady finansowe i ćwiczenia mające na celu wykorzystanie zdobytej wiedzy w praktyce. Publikację cechuje prosty język, dzięki czemu każdy rodzic może ją wykorzystać jako ściągawkę, gdy dziecko zacznie zadawać trudne pytania  🙂

Il. Stron: 32

Wiek: 10-16 lat

 

Świat pieniądza – Patrycja Krzanowska

1-zloty-swiat-pieniadza-b-iext26329182

„Świat Pieniądza” to bardzo obszerne opracowanie, które próbuje odpowiedzieć na wiele pytań intrygujących młodych ludzi zainteresowanych światem finansów. Skąd bierze się cena, po co pracujemy, jak zostać bogatym, dlaczego niektórzy są biedni, oraz czy warto trzymać pieniądze w banku? Książka przestrzega nas przed pokusami związanymi z pieniędzmi przytaczając przykłady kilku oszustw jakie miały miejsce w naszym kraju np.: afera Amber Gold czy Bezpieczna Kasa Oszczędności.  Na szczególną uwagę zasługuje także bogata szata graficzna – każda strona jest ilustrowana.

 

Il. Stron: 148
Wiek: 10+

 

Książka dla rodziców

Bank taty – Owen David

Bank taty

Chociaż książka ukazała się na naszym rynku prawie 10 lat temu, to nadal treści w niej zawarte uważam za rewolucyjne. Autor, ojciec dwójki dzieci, uczy swoje pociechy finansów wykorzystując do tego domowy eksperyment.  Owen David wpaja im racjonalne podejście do finansów zakładając domowy bank, który oferuje oprocentowanie dużo korzystniejsze niż odsetki płacone przez bank. Po kilku latach nauczanie domowe zostaje rozszerzone – w domu pojawia się także giełda. Książka Owena rozprawia się z wieloma mitami i błędami w edukacji rodzinnych finansów. Czytając książkę dowiecie się także, czy warto dać dziecku swobodę w wydawaniu własnych pieniędzy, czy kieszonkowe nie jest już passe oraz czy dziecko powinno odkładać część pieniędzy na cele dobroczynne.

Il. Stron: 152

 

KONKURS

Niedawno minęło pół roku istnienia mojego bloga, dlatego postanowiłem ogłosić mały konkurs. Do wygrania będą 3 książki opisane dzisiaj przeze mnie na blogu (zwycięzcy będą mieli możliwość wyboru dowolnej , opisanej powyżej pozycji).

Jeśli chcecie powalczyć o jedną z opisanych pozycji wystarczy, że napiszecie w komentarzu (jednym lub kilku) jak wygląda edukacja finansowa Waszych dzieci?

– czy rozmawiacie ze swoimi pociechami na temat pieniędzy, kart płatniczych lub kredytów?
– czy dajecie im kieszonkowe?
– czy stosujecie jakieś ograniczenia w wydawaniu pieniędzy albo ilości gotówki jaką dziecko dostaje od Was?

Równie dobrze możecie opisać inny aspekt edukacji finansowej.

Na Wasze odpowiedzi będę czekał do 11 czerwca do godziny 20:00

Wyniki konkursu oraz listę nagrodzonych osób opublikuję w osobnym artykule, który planuję opublikować 17 czerwca. Zapraszam do komentowania.

  • Najprostszy, najlepszy i chyba najstarszy sposób nauki oszczędzania – skarbonka. Systematyczne odkładanie, opieranie się pokusie – zamiast kupić teraz, to zbieraj jeszcze na coś lepszego. I to najważniejsze, ta nagroda gdy w końcu udało się uzbierać i za własne, zaoszczędzone pieniądze kupić zabawkę.

  • Dominik, gdy dziecko ma dwa lata to jedyną walutą dla niego jest czas rodzica, i w tym sensie moja Olka jest zachłanna 🙂 A co do pytanie, to przytoczę historię mojej siostry i jej córki. Helenka zmartwiła się, że pieniędzy nie ma się nigdy tyle, że nie mogłoby ich zabraknąć. Uświadomiła to sobie dopiero wtedy, gdy siostra wytłumaczyła jej zasadę działania kart płatniczych. Wieczorem nad tym myślała intensywnie na tyle, że nie mogła zasnąć. Mamo, a skąd ja wezmę pieniądz gdy dorosnę? – Będziesz pracowała, Heleniu i będziesz pieniądze zarabiała, tak jak ja. – A co będzie, gdy nie znajdę pracy? – Na pewno znajdziesz, gdy tylko będziesz się dobrze uczyła. – Ale co będzie, gdy jej nie znajdę? – dopytywała Helenka. Moja siostra widząc, że zapewnienia o skutkach edukacji nie działają, powiedziała – Heleniu, jeżeli nie uda ci się znaleźć żadnej pracy, to na pewno dziadzio zatrudni cię w ciastkarni (rodzinny interes). To pomogło. Helenka wie, że znaczna część rodzinny tam pracuje, a dziadzio kojarzy jej się z osobą, która zawsze ma pieniądze 😉

    Dobry tekst.

  • Paulina T.

    Codziennie staram się rozmawiać, tłumaczyć i na różne sposoby pokazywać moim dwóm córkom (8 i 10 lat) świat pieniądza. Nie jest to łatwe zadanie i różnie to bywa….
    Próbowałam z kieszonkowy dostawały po 5 zł na tydzień. I różnie to bywało. o dziwo lepiej tej młodszej niż starszej. Młodsza umiała wyznaczać sobie cel, a starsza wydawała od razu wszystko. Jednak gdy młodsza za uzbierane pieniądze kupowała „na oczach siostry” książkę lub fajną zabawkę starszej otwierały się oczy, że siostra ma a ona „przejadła” wszystko.
    Bywały czasy, że kieszonkowe zostawało zawieszone za nieoszczędzanie i kupowanie słodyczy koleżankom.
    Mimo, że moje dzieci mają 8 i 10 lat sprzedawały już swoje „wyroby”, tak modne ostatnio gumeczki sprzedawały u mnie w pracy, babci i ciociom. I te zarobione własne pieniądze najciężej wydawały i najbardziej cieszyły.
    W sklepach zawsze porównują ze mną ceny, wagę itp. aby umiały kiedyś sobie radzić same. Trudno jest dzieciom tłumaczyć finanse, gdy tak wiele pokus czeka dookoła. Telewizja krzyczy musisz to mieć, kup mnie, koleżanki mają wszystko. Jedynym pozytywem jest to, że pokochały książki i wolą je niż zabawki. A może książka o finansach lepiej im wytłumaczy niż ja.?
    Pozdrawiam
    Paulina

  • No ja myślę że samo wydawanie pieniędzy przez dzieci jest rozsądne ale dopiero kiedy dziecko nauczy się, że na pieniądze się ciężko pracuje. W moim domu nigdy nie otrzymywałem – pieniędzy za darmo. Zawsze musiałem to w jakiś sposób wypracować, czy to przez mycie garów, sprzątanie domu, czy koszenie trawy w ogródku.

    Kiedy młody człowiek wie, jak ciężko pracuje się na wynagrodzenie, trzy razy zastanowi się jak to wydać. Oczywiście może się zastanowić, a nie musi – wszystko zależy od priorytetów i jeszcze kilku innych myślę istotnych czynników.

  • Zosia

    Mamy trójkę dzieci: bliźnięta, które mają 8,5 i siedmioletniego synka. Właściwie nie robimy różnic w zakresie ich edukacji i wymagań. Od pary miesięcy dostają tygodniówkę (złotówka), sami już od dłuższego czasu prosili. Oszczędzanie najlepiej to wychodzi najmłodszemu, choć cele mu się zmieniają, zazwyczaj są to kolejne zestawy lego. Od +/- 2 lat dzielimy się z dziećmi oszczędnościami ‚na wodzie’: w domu są liczniki, mój mąż ustala pułap możliwego zużycia (wyśrubowany) i jeśli uda się uzyskać (czyli oszczędzamy wszyscy wodę), dzieci mają z tego kilkadziesiąt groszy na łebka. Jeśli nie – żadne z nas nic nie ma. Skończyło się zostawianie cieknących kranów. W wakacje przypadkowo zobaczyliśmy, że lokalna cukiernia skupuje jagody: zachęciliśmy dzieci, ich śladem poszły dzieci przyjaciół, umówiliśmy się, że dopłacamy 50% do zarobków, bo zbieranie jagód to jednak kawał roboty. Zbierali z entuzjazmem (ówczesny sześciolatek miał naszą małą pomoc), zarobili, ale nie było szans już na pozbieranie jagód na wspólny deser dla rodziny (do buzi, owszem). Na koniec zabawna anegdota: starszy synek przez dwa tygodnie musiał być w szpitalu, nocował sam (miał sześć lat). Żadne z nas do niego o 6.00 nie było w stanie przyjechać, więc dostawał parę dwuzłotówek (miał w pokoju TV na monety), żeby rano mógł sobie pooglądać. Któregoś ranka zastaję go z miną zadowolonego z życia cwaniaczka, pokazuje oszczędności, bo zamiast wydać na TV, to wycyganił od pani ze świetlicy wielki zestaw Lego i bardzo z siebie zadowolony budował na kołdrze :-).

  • kasia2006222

    Edukacja finansowa to bardzo ważny element wychowania i należy wprowadzać ją w życie dziecka już od najmłodszych lat. Staram się by moje dziecko znało wartość pieniądza i nauczyło się szacunku do niego. Dziecko ma swoją skarbonkę w której zbiera pieniądze i wie, że może wykorzystać je w każdej chwili. Zdaje sobie jednak również sprawę z tego, że wykorzystane do skarbonki nie wrócą więc nie będzie mieć już pieniędzy na kolejną zachciankę. Dzięki temu dziecko uczy się przemyślanych zakupów i oszczędzania. Moje dziecko otrzymuje kieszonkowe i wie, że poza tymi pieniędzmi kolejnych nie otrzyma na zabawki czy słodycze. Musi więc racjonalnie gospodarować nimi. Często w klepie pozwalam dziecku płacić by mógł poznać wartość pieniądza. Uczę malca tego, że pracujemy po to by zarabiać pieniądze, a więc posiadanie pieniędzy przypłacamy rozłąką na cały dzień. Dzięki temu dziecko nie uważa pieniędzy za rzecz łatwą do nabycia. Staram się by dziecko „zapracowało” na kupno zabawki czy upragnionego przedmiotu. Dzięki temu budzę w nim świadomość tego że nic w życiu nie przychodzi za darmo. Często gramy również w gry typu Monopoly, które uczą tego że pieniądze w pewnym momencie jeśli źle nimi gospodarujemy kończą się prowadząc do bankructwa. Nie unikamy również w domu rozmów na temat pieniędzy. To bardzo ważny aspekt życia i nie ma sensu ukrywać tego przed dzieckiem. Wychodzę z założenia, że edukując dziecko w dobry i nie nachalny sposób nie nauczymy go materializmu, ale racjonalnego podejścia do wartości pieniądza!

  • MONIA

    Edukacja jest ważna od tego jakie sa zawody razem spisywaliśmy na kartkach oraz kolorowała poszczególne osoby wykonujące zawód tak uświadamiałam córce jak wazna jest nauka by pózniej mieć zawód i pracę bo w dzisiejszych czasach różnie bywa ,ważne jak ludzie pieniądze zarabiają na co wydają odpowiednie kwoty ,Spisywaliśmy na kartkach co ile kosztuje ,także wyprawa do sklepu wyznaczona kwotą albo na to albo na to .Córka musiała wybrać opcję czego bardziej potrzebuje i czy warte jest to swojej ceny .Niestety opcja skarbonki u nas nie przyniosła rezultatów ponieważ tak była wychowana moja siostra dostawała od wszystkich na urodziny skarbonki i niestety stała się sknerą choć nie narzeka na brak gotówki .Tego chciałam oszczędzić mojej córce

  • Joanna

    Moja córka ma obecnie 6 lat. Ma skarbonkę i zbiera na zabawki. Wspólnie szukamy, gdzie ta wymarzona zabawka będzie tańsza i potrafi cierpliwie czekać na przesyłkę 🙂 Nie wydaje od razu wszystkich pieniędzy, wie, że warto nazbierać więcej, aby móc później wybierać w sklepie 🙂

    Bardzo pomógł mi w nauce oszczędzania tablet i gry. Córka, żeby móc kupić dla np. Toma lub na farmie nowe rzeczy musiała na nie zarobić, oszczędzać, gdy chciała kupić coś droższego. To naprawdę bardzo pomogło jej zrozumieć sens zarabiania, oszczędzania i wydawania 🙂 Naprawdę polecam ten sposób!

  • Rzeczywiście, takich rzeczy nikt nigdzie nie uczy dzieciaczków. To zadanie rodziców. Ja również zapraszam na konkurs do siebie :))
    pozdrawiam

  • Justyna

    Edukacja finansowa…
    Tutaj to działa w drugą stronę – w stronę kształtowania świadomości, że pieniędzy też trzeba czasem się „pozbyć”, by dzięki nim coś mieć:) Otóż – moja siostrzenica jest na etapie rozumienia, że:

    pieniądz=jej własność,
    pieniądz=jej rzecz, która ładnie wygląda, błyszczy się, i chowa się ją w portfeliku, albo w skarbonce opcjonalnie,
    pieniądz=coś co się ma, no bo się ma – tak samo jak lalkę, czy kredki.

    I jak tu wytłumaczyć, że trzeba oddać ten własny,trzymany mocno w rączce pieniążek Pani w sklepie, by kupić sobie upatrzone cudo? W jej oczach widzę wtedy spojrzenie mówiące – No jak można oddać coś SWOJEGO tej Pani? Przecież to tak jakbym miała oddać w tym momencie lalkę, spinki do włosów, czy nowe farby i to moje i to moje, i to ładne i to ładne 😉 no jak?
    Próby tłumaczenia i polemiki można czasem przyrównać do obrad polityków;) raz lepiej, raz gorzej…

    Ale jest pewien system – niedawno odkryty. Ostatnio, gdy jechała na swoją pierwszą przedszkolną wycieczkę otrzymała od cioci;) 5 złotych(szczególnie ulubiona moneta- to 2zł i 5zł;)zapewne ze względów wizualnych – dwukolorowa)…nie dostała więcej, bo ciocia przewidziała, że im więcej, tym gorzej się rozstać będzie(zwłaszcza z paragonem-tak moja siostrzenica nazywa banknoty;))
    a ciocia miała plan – powiedziałam, że ma z tą 5-cio złotówką nie wracać;) (z góry wiedziałam, że za 5zł niewiele kupi, więc będzie musiała dołożyć ze swoich uzbieranych pieniędzy, skrzętnie chomikowanych w portfelu;)) no i co? i wróciła z pluszakiem – za 25 złotych 😉 jest mały sukces-20 dołożyła ze swoich. Ale najpiękniejsze jest to, że pluszak stał się jedną z ulubionych zabawek…wszak musiała oddać za niego SWOJE pieniążki z portfelika …więc wzrósł u niej tym samym szacunek do tego, co kupiła.

  • msoleilm

    W moim domu bylo zawsze krucho z pieniedzmi, ale też nigdy niczego nam nie brakowało. Mieliśmy czyste ciuchy i cieply obiad codziennie. Fakt nie mieliśmy komputerów czy drogich zabawek, ale zwykły papierowy statek puszczany na wodzie dawał nam ogromną frajde. Dziś ucze dzieciaki, że nie można mieć wszystkiego i kiedy jesteśmy za zakupach określam że dziś możemy kupić jedną rzeczo ile nie przekroczy ona danego budżetu.

  • Ela K

    Z mężem nie zastanawialiśmy się nad edukacja ekonomiczna naszego syna, ale wszystko się zmieniło gdy syn chciał bardzo drogą zabawkę. Tłumaczyłam wówczas że nie mamy na nią pieniędzy i wówczas syn powiedział ” Mama, weź z bankomatu tam są”. to było dla nie światło ostrzegawcze, że zaniedbałam ważny aspekt wychowania i codziennego życia. Zaczęliśmy od rozrysowania schematu skąd mamy i na co wydajemy pieniądze- praca, pensja, banki, bankomat, portfel. Syn był zachwycony i wielokrotnie wracaliśmy do tego rysunku. Przy okazji omówiliśmy zawody i pensje 🙂 mając nadzieje że syn w przyszłości wybierze dobrze płatną i uczciwą pracę. Kolejnym krokiem było ustalenie za co i ile dostanie pieniążków na własne wydatki. Pieniądze dostaje za dodatkowe prace w domu – 2-3 zł. Jeżeli dostaje większą sumę od dziadków to wspólnie omawiamy na co chciałby je wydać. Syn nie jest rozrzutny, ale w tej chwili nie przykłada dużego znaczenia do pieniędzy. Bardzo się ucieszyłam gdy ostatnio stwierdził, że ” wyciągnie naczynia i nie chce pieniędzy, bo ja to robię codziennie i nikt mi za to nie płaci ” 🙂 Wspólnie przestudiowaliśmy niedawno książkę „Zaskórniki i inne dziwadła z krainy portfela” na temat ekonomii.

  • Natalia

    Moja córka ma ponad 4 lata. Edukację zaczęliśmy od zabawkowej kasy. Raz córka sprzedawała, raz kupowała. Jednakże zabawę zaczęliśmy od prawdziwych pieniążków. Dzięki czemu córka wie co znaczą poszczególne monety. Zabawa zawsze trwa dopóki osobie kupującej nie skończą się pieniążki. Kiedyś córka non stop chciała aby jej dać pieniążki i będziemy bawić się dalej. Ale tłumaczyłam jej, że jeżeli już kupi rzeczy za wszystkie pieniążki to więcej nie może kupić. Bo pieniążków się nie dostaje tylko zarabia. Robiąc zakupy w prawdziwym sklepie mamy wyznaczoną kwotę tak jak podczas zabawy. Moja córka już wie nie możemy wziąć wszystkiego z półek bo na wszystko nie starczy pieniążków.
    Drugą metodą edukacji finansowej jest to, że kiedy córka chce w sklepie jajko niespodziankę, loda, lalkę i paczkę groszków naraz to daję dla niej 4 zł i musi wybrać co zechce kupić, bo na wszystko nie wystarczy. Wtedy wybiera jedną rzecz a resztę odkłada na później.
    Myślę, że za rok lub dwa przejdziemy do etapu skarbonki:)

  • charlie

    Moja córeczka być może jest jeszcze za mała na bezpośrednią edukację finansową (w końcu świat kilkumiesięcznego niemowlęcia kręci się przede wszystkim wokół mleczka), ale jako rodzice myślimy od początku o jej finansach na przyszłość i różnych metodach oszczędzania. I tak: ponieważ zdarzają się takie dodatkowe wpływy gotówki, które faktycznie są bezpośrednio związane z córeczką, to takie pieniążki odkładamy dla niej. Mówię tu np. o becikowym, pieniądzach z ubezpieczeń, prezentów z chrztu itp. Oczywiście nie trzymamy tych pieniążków w skarpetce tylko na otwartym z przeznaczeniem dla córeczki koncie oszczędnościowym. Nie wiem, czy można porównać to z kieszonkowym, ale aby wyrobić nawyk stałego „dziecięcego” oszczędzania to oprócz wspomnianych incydentalnych wpływów również co miesiąc wpłacamy na wspomniane konto oszczędnościowe pewną kwotę – która nie uszczupli zbytnio domowego budżetu, a budżet córeczki będzie rósł. Mam nadzieję, że dzięki naszym różnym podobnym krokom córeczka zanim osiągnie pełnoletność, zostanie odpowiednio wyedukowana w zakresie oszczędzania 🙂

  • Marek

    bardzo ciekawy wpis, dziekuje za podzielenie sie tymi ksiazkami – na pewno przeczytam wszystkie 🙂
    My mamy 2 dzieci – syn 10.5 i corka 4.5. Do niedawna robilismy tak, ze syn dostawal kieszonkowe (zaczelismy od 80zl/m-c, obecnie ma 160zl/m-c) w wieku 8 lat i co roku zwiekszamy o 40zl.
    Corka na razie nie dostaje kieszonkowego – moja zona za to kupuje jej na razie to co jej sie spodoba (w granicach rozsadku).
    Niedawno po przeczytaniu tej ostatniej pozycji Bank Taty, uruchomilismy synowi to wirtualne konto. Dodatkowo zalozylismy mu normalne konto bankowe dla dziecka, gdzie wplaca swoje oszczednosci i moze tym kontem dysponowac dowolnie (posiada karte bankomatowa).
    Na koncie „wirtualnym” z banku taty uzgodnilismy oprocentowanie tygodniowe 1.5% (max 20zl), ktore mu narasta z tygodnia na tydzien. Wszelkie jego wyplaty lub zakupy odnotowujemy na koncie wirtualnym, aby odzwierciedlic stan rzeczywisty konta. Odsetki ktore narosly przelewamy mu na konto.
    To daje mu pelna swobode dysponowania wlasnymi pieniedzmi i zachecamy go zeby balansowal pomiedzy wydawaniem i oszczedzaniem. Wiekszosc rzeczy ktore chce kupic sobie moze sobie kupic sam, bez proszenia nas o „wsparcie”. Jesli zakup przewyzsza jego mozliwosci, to mozemy go wesprzec 30-50% doladowaniem (jesli uznamy ze warto ten produkt nabyc), w przeciwnym razie musi czekac i oszczedzac.
    Dodatkowo zarabia pieniadze oddajac butelki zwrotne do sklepu, jak rowniez wykonuje drobne prace u znajomych, za ktore otrzymuje jakiestam pieniadze.
    Dzieki temu nie musimy sie martwic, ze bedzie przychodzic do nas wyciagac kase na wlasne potrzeby, bo ma zapewnione mozliwosci zarabiania pieniedzy samemu 🙂

    POzdrawiam,
    Marek

  • Ewa

    Moje dzieci sa male, maja 3, 5 i 7 lat. Do tej pory nie mieli za duzo pokus: nie ogladaja telewizji wiec nie widza reklam, do sklepu chodza rzadko, do tej pory jakos nie dali sie wciagnac w konsumpcjonizm przez kolegow w szkole (nie mieszkamy w Polsce i starsze dzieci chodza juz do szkoly), jeszcze nie zdazylo mi sie byc naciagana na slodycze przy kasie. Staramy sie duzo z dziecmi rozmawiac, przekazywac nasz swiatopoglad: nie trzeba miec wszystkiego co inni, kupowac dla samego kupowania, nie ma nic zlego w rzeczach z drugiej reki. Dzieci wiedza, ze zamiast kupowac nowy rower, mozna kupic rower uzywany. Podobnie gdy czegos nie potrzebuja, przekazujemy to dalej.
    Jestem przeciwniczka placenia dzieciom za wykonywanie obowiazkow domowych: dzieci sa rownoprawnymi czlonkami rodziny, musza wiec miec rowniez obowiazki. Dostaja swoje kieszonkowe, ale nie jest to zaplata. Kupuje dzieciom co uwazam za sluszne i potrzebne a na wlasne zachcianki musza oszczedzic. Nie zapomne ich radosci jak za wlasne oszczedzone pieniazki kupili sobie pierwsza zabawke:)
    Dzieci widza tez dzieci sasiadow, ktore roznosza gazety i oswajaja sie od malego z mysla, ze jak beda chcieli miec swoje pieniadze beda musieli poszukac pracy.
    Poki co, edukacja finansowa idzie nam niezle, zobaczymy co bedzie gdy podrosna i beda sie buntowac przeciwko temu co mowia rodzice:)

  • Kajetan

    Mam 19 lat, jestem świeżo upieczonym abiturientem. Wakacje mam od ponad trzech tygodni i cały czas się zastanawiam co robić..
    Niby za 4 miesiące czekają mnie studia, potem praca, następnie emerytura, a potem… kurczę!!! no i właśnie tutaj zaczynam się zastanawiać czy to ma tak wyglądać.. generalnie rzecz biorąc nie przeszkadza mi wizja 6 lat studiów a potem podyplomowe studia czy staże i znalezienie odpowiedniej pracy, tylko…jakiej pracy? ..do czego ja jestem stworzony, jaką misję pełnię w życiu?
    W szkołach uczą nas o rodzajach pierwotniaków, budowie pantofelka albo co to jest przydawka jednak nic nie wspominają o pełnieniu misji i powołania w życiu, nie mówiąc już o inteligencji finansowej czy prostego oszczędzania.
    Nauczymy się historii ekonomii ale nie nauczymy się jak zarabiać pieniądze
    Nauczymy się o znaczkach na banknotach, ale nie nauczymy się inwestowania.
    Nauczymy się że stolicą Sri Lanki jest Sri Dżajawardanapura Kotte, ale nie nauczymy się tak prostej życiowej rzeczy która zapewnia fundament do materialnego funkcjonowania w świecie jaką jest proste oszczędzanie pieniędzy…
    Potem maturzysta po 3 latach ciężkich przygotowań do matury orientuje się dopiero co chce robić( jeżeli w ogóle) i zaczyna naukę od początku..Ja zaczynam od pozycji książki Robarta T. Kiyosaki by choć trochę zorientować się jak pracują pieniądze..w wieku 19 lat! Postanowiłem nauczyć się tego jak pracują pieniądze i dowiedzieć się jak najwięcej o inteligencji finansowej.
    Moją życiową lekcją na pewno będzie to, żeby zamiast kupować swoim dzieciom plastikowe samochodziki czy lalki, nauczyć je np. wartości pieniądza, czego nie ma 19-latek wchodzący w życie!
    Uważam że z dziećmi powinno się również rozmawiać o pieniądzach przy stole, lub zmieniając jeden prosty zwyczaj w polskim domu na wejściu do stancji zamiast pytać się dziecka co zje na obiad, to opowiedzieć mu co się dzisiaj przydarzyło w pracy z czego człowiek mógł bardziej poznać siebie lub zrozumieć jak działają pieniądze i ich przepływ w świecie lub chociaż powiedziec jedną prostą rzecz że pieniądz jest formą wymiany a nie tak jak wpaja nam nasza kultura że pieniądze są najwyższym dobrem i urastają do skali celu życiowego!