Dylematy ojca – czy warto płacić 360 zł za 30 min pływania

basen z dziećmiJakiś czas temu pochwaliłem się Tobie opisując jak bardzo rozrzutna jest nasza rodzina 🙂 . Roczny koszt utrzymania dziecka wyniósł ponad 15 tys. zł. Dzisiaj kontynuuje ten temat. Poświęć mi kilka minut, a dowiesz się dlaczego pływanie w stolicy jest takie drogie. Liczę na to, że poradzisz mi jak rozwiązać tę sytuację 🙄 .

 

Przygoda dzieci z basenem

Pływanie to jedna z ciekawszych form aktywności ruchowej. Instruktorki pierwszej szkoły pływania do której uczęszczaliśmy uważały, że:

Zajęcia na basenie są doskonałą zabawą dla Maluchów. Dzieci, którym od pierwszych miesięcy towarzyszy woda, zaczynają szybciej chodzić, są zdrowsze i sprawniejsze.

Babelki plywaja

Nasz pierwszy syn zaczął uczęszczać na basen po ukończeniu 6 miesięcy. Uczyliśmy go pływać głównie w sezonie wiosennym i jesiennym przez pierwsze 3 lata.  Po tym okresie zmienił zainteresowania  🙂 .

Kontynuowanie tej tradycji przy drugim dziecku było dla nas czymś naturalnym. W pierwszym wiosennym sezonie nasza frekwencja wyniosła 70%, a rezultaty pływania były zachęcające. Gdy tylko skończyły się wakacje, zapisaliśmy syna ponownie na basen. Tym razem do innej szkoły, która znajdowała się bliżej naszego miejsca zamieszkania.

 

360 zł za 30 min pływania

Karnet w okresie wrzesień – październik 2015 kosztował nas 360 zł i obejmował 8 zajęć po 30 minut każde. Równolegle młodszy syn rozpoczął również edukację żłobkową. Mogliśmy przewidzieć, że kontakt z innymi dziećmi oznaczać będzie ekspozycję na wirusy. Syn dzielnie walczy, ale nie jest w stanie wygrać każdej z bitew 🙂 . Dwa przeziębienia, trzydniówka i rotawirus skutecznie wyeliminowały go ze sportowej aktywności. Dodatkowo plany sportowe pokrzyżowały moje warsztaty blogowe oraz wspólny rodziny wyjazd. Z 8 planowanych zajęć na basenie pojawiliśmy się tylko raz.

 

Dylematy ojca:

Zastanawiam się, czy warto kontynuować płatną naukę pływania? Zebrałem nawet listę argumentów, które mają mi pomóc w podjęciu decyzji:

 

Przeciw:
  • finanse – szkoda wydawać pieniądze, jeśli frekwencja jest na tak niskim poziomie. Lepiej korzystać z basenu kiedy dziecko jest zdrowe. Miesięczny abonament nie jest nam potrzebny.
  • niska odporność – młodszy syn rozpoczął dopiero przygodę ze żłobkiem i nabranie większej odporności zajmie 1-2 lata. Tak przynajmniej było ze starszym synem.

 

Za:
  • godziny zajęć – najlepsze terminy są zajęte przez szkoły pływania. Przyjazd w innych godzinach koliduje z naszym harmonogramem dnia  🙂
  • płatność z góry – to skuteczny motywator. Skoro wydaliśmy już pieniądze, to głupotą byłoby nie korzystanie z zajęć.
  • efekt zbiorowości – nauka pływania przynosi najlepsze efekty w grupie. Dziecko widząc swoich rówieśników, chętniej angażuje się w naukę.
  • rekwizyty – instruktorzy dysponują sporą liczbą przedmiotów wspomagających naukę pływania np.: materace, motylki, zabawki kąpielowe, piłki itp.

 

Eh, sam już nie wiem. Im więcej o tym myślę, tym trudniej mi podjąć decyzję. Co możesz mi polecić? Chodzisz ze swoim dzieckiem na basen?

Zdjęcie: Jmonro

  • Hej, Twoje dylematy rozpatrywałbym z dwóch stron. Jeśli kwestia finansowa jest argumentem przeważającym to może warto zrobić rekonesans w pozostałych dzielnicach -być może znajdzie się jakaś tańsza propozycja nauki pływania dla bobasów ? Druga kwestia dotyczy odporności – chodzenie na basen powinno ją wzmacniać , więc z czasem chorób powinno być mniej. Tyle teoria 🙂
    Drugie podejście jest czysto analityczne zerknij ile wypisałeś plusów a ile minusów i odpowiedź czy warto już masz !

    • Ceny jakoś specjalnie się nie różnią. Może zaoszczędziłbym 50 zł na karnecie, ale wymagałoby to wydłużenia czasu dojazdu o 20 min w jedną stronę. Chociaż gdybym założył tak niską frekwencję, to zmiana szkoły byłaby opłacalna 🙂

      • Chciałabym mieć takie dylematy ja Ty, uwierz… niestety w naszym miasteczku nie ma basenu, a dojazdu do sąsiedniego miasta zajmowały by zbyt dużo.

        • Naprawdę szkoda 🙁

        • Moim zdaniem zawsze znajdzie się grupa osób która byłaby chętna dojeżdżać na basen z Twojego miasta, dzięki temu w znacznym stopniu możecie zaoszczędzić na dojazdach 🙂

  • W Twojej sytuacji pomyślałbym raczej o tym, żeby samemu iść z dzieckiem na basen. Myślę, że już trochę wiesz jak oswoić dziecko z wodą, a na zajęcia można zawsze zapisać później – gdy choróbska miną. Basen jednak podobno wzmacnia odporność, ale z drugiej strony w obawie przed przeziębieniem nie byliśmy z chłopakami jeszcze na basenie. Ot, taki paradoks 😉

    • Sezon zimowy zwykle odpuszczamy, ze względu na mrozy i choroby. Ale spróbujemy zrobić tak jak sugerujesz, czy pochodzić z maluchem samodzielnie 🙂

  • My byśmy zrezygnowały z karnetu i szły tylko wtedy, gdy dziecko będzie zdrowe i wszyscy będą mieli ochotę na basen. Decyzja jednak należy do Was 🙂

    • Na okres zimowy rezygnuję z karnetu i spróbuję odwiedzać basen kiedy będzie zdrowy. Ciekaw jestem frekwencji 🙂

  • Mam podobny dylemat – karnet motywuje, i to bardzo, po zimie zapewne taki zakupię jednak wiem, że z dzieckiem trudno planować stałe terminy. Trudna sprawa, przyznaję.

    • No właśnie 🙂 Nasz najmłodszy syn już nie raz nam pokazał, że nie ma pewnych rzeczy 🙂

  • Jak najbardziej chodzić. W szkole dziecko zacznie jeździć na zawody i przywozić medale, a to już kilka lat od tego, żeby wyjechać na konkretne mistrzostwa i stać zyskać tytuł najlepszego pływaka, jak np. Otylia Jędrzejczak 😉

    • Podoba mi się Twoja motywacja. Teraz tylko pozostaje mi wytłumaczyć synowi kim jest Otylia Jędrzejczak 🙂

  • Jakub

    u nas na basenie był karnet typu 8 lekcji do wykorzystania przez 4 miesiace i to nawet można było nadrobić idąc 2 razy w weekend. Dziwne, że tutaj taki sztywny…

    • Karnet obowiązywał tylko dwa miesiące. Gdyby trwał dłużej, z pewnością byśmy się dogadali 🙂

      • Jakub

        Ja rozumiem 🙂 Po prostu dziwię się tej placówce, że dla małych dzieci mają takie sztywne reguły. Ja bym się nie zdecydował… To w Warszawie?

        • Tak. Przerabialiśmy to już na dwóch różnych basenach. Generalnie można odrobić zajęcia w trakcie tzw: „semestru” i przyjść w innym dniu. Jeśli kończy się semestr, to już nie ma takiej możliwości.

  • Katarzyna Swat

    Moim zdaniem w tym wieku chodzi glownie o dobra zabawe, kontakt z woda, nauka przy okazji. My owszem chodzimy na basen ale sami bez instruktora Mala (niedlugo 3 lata) ma swietna zabawe Na basenie potrafimy spedzic nawet 4h a ona co chwila odkrywa cos nowego. ostatnio sama nauczyla sie nurkowac 🙂 Moze za jakis czas pomyslimy o zajeciach albo o instruktorze. Na razie jest fun i chodzimy gdy wszyscy sa zdrowi i maja na to ochote 🙂

    • Masz rację. Niestety z pływaniem mam ten problem, że ciężko mi oszacować ilość zajęć w których nie weźmiemy udziału. Zwykle zakładam nieobecność na 2-3 lekcjach. Potem, gdy katar czy kaszel nie ustaje, odpuszczamy kolejną lekcję z obawy o frekwencję w żłobku 🙁