Jak powinna wyglądać idealna polityka prorodzinna?

Idealna polityka prorodzinna

Tydzień temu nie szczędziłem zarzutów pod adresem programu 500+. Obiecałem również, że na krytyce się nie skończy. Dzisiaj dotrzymuje obietnicy i puszczam wodze fantazji. Zapraszam na wycieczkę po moich marzeniach. Przedstawiam 6 filarów idealnej polityki prorodzinnej. Dlaczego? Bo warto wspierać rodziców. To ich dzieci będą w przyszłości utrzymywać nasze społeczeństwo.

 

Wpływ pieniądza na dzietność

Polska polityka prorodzinna pochłania niemałą kwotę pieniędzy. Wg raportu NIK (Koordynacja polityki rodzinnej w Polsce nr P/14/046) wydatki na edukację, zdrowie, usługi czy świadczenia pieniężne w 2013 roku wyniosły łącznie 42,2 mld zł. Jeśli założymy, że nakłady w 2016 roku nie ulegną zmianie, to po dodaniu 17 mld zł na program 500+, budżet zostanie obciążony kwotą prawie 60 mld zł.

Pomimo tak ogromnych wydatków, wnioski NIK kontrolującej prace 6 ministerstw w latach 2012-2014 (min. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwo Finansów czy Ministerstwo Edukacji Narodowej) są bardzo pesymistyczne:

Państwo polskie nie wypracowało całościowej i długofalowej polityki rodzinnej, koncentrując działania na doraźnie wprowadzanych rozwiązaniach, bez zapewnienia odpowiedniej koordynacji. Nie zostały określone ramy polityki rodzinnej oraz nie sprecyzowano jej celów i powiązanych z nimi działań. Brak jest również systemowej analizy osiąganych efektów w powiązaniu z ponoszonymi nakładami

Nic dziwnego. GUS myśli podobnie (raport Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2013 roku):

 Współczynnik dzietnosci wg GUS

Na przestrzeni ostatnich 20 lat współczynnik dzietności spadł o 35 %. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych na każdą kobietę w wieku rozrodczym (15-49 lat) przypadało dwoje dzieci. 4 lata temu było to zaledwie 1,3.

Idealna polityka prorodzinna:

Co zatem można zrobić aby zachęcić Polaków do posiadania większej liczby dzieci? Odpowiedź na to pytanie dał np.: Panel Badawczy Ariadna przygotowany dla Warsaw Enterprise Institute:

Co mogloby zachecic do posiadania dzieci

Jako ojciec dwójki dzieci na co dzień doświadczam wielu problemów związanych z ich wychowaniem. Gdyby polityka prorodzinna Państwa nie skupiała się tylko na finansowym aspekcie, ale również na rozwiązaniu strukturalnych problemów, byłoby nam dużo łatwiej.

Co możemy zrobić by zwiększyć wskaźnik dzietności w kraju? Poznajcie zatem 6 filarów idealnej polityki prorodzinnej:

 

1. PRACA DLA KOBIET

Wielu szefów mając do wyboru, kogo zatrudnić na dane stanowisko, wybierze mężczyznę. Dlaczego? Czy pracodawcy są uprzedzeni czy może źle oceniają pracę kobiet? Nic takiego nie ma miejsca. Kobieta jest po prostu droższym pracownikiem. Do kosztów jej zatrudnienia musimy doliczyć urlop macierzyński i wychowawczy, godzinną przerwę na karmienie piersią czy skrócony czas pracy. Oprócz tego matka ma do dyspozycji 2 dni urlopu opiekuńczego, a także zwolnienie z pracy do opieki nad chorym dzieckiem. Jeśli w rodzinie jest dwójka lub trójka dzieci, istnieje duża szansa, że kobiety nie będzie w pracy przez kilka miesięcy w roku.

Choć nie wszystkie benefity kobiet mają aspekt finansowy, to dodatkowym obciążeniem dla pracodawcy są sprawy organizacyjne. Gdy matka idzie na zwolnienie lekarskie, skraca sobie czas ze względu na karmienie piersią bądź wybiera krótszy dzień pracy, jej szef pozostaje z problemem co zrobić z brakującą częścią etatu? Zatrudnić nowego pracownika na 2-3 godziny dziennie, czy wydłużyć czas pracy pozostałym osobom?

Nie dziwi mnie niechęć w zatrudnianiu kobiet. Pracodawca kieruje się zyskiem ekonomicznym, a „hulaszczy” tryb życia kobiet ewidentnie nie współgra z tym zadaniem. Dlatego trzeba zrobić wszystko, aby wspomóc pracodawcę. Zdjąć z jego barków dodatkowe koszty, które ponosi. Jak? Uchwalając przepisy, które przyznają pracodawcom zatrudniającym kobiety szereg ulg np.:

  • zwolnienie z podatków i składek na ubezpieczenia społeczne za czas nieobecności kobiety w pracy
  • przeniesienie na budżet Państwa kosztów wynagrodzenia w trakcie urlopu macierzyńskiego czy zwolnienia lekarskiego

 

Rozwiązanie, które moglibyśmy wdrożyć, z powodzeniem wykorzystują np.: Szwedzi. To elastyczne formy zatrudnienia. Np.: praca na pół etatu lub 2/5. Tak by kobiety mogły pracować 2-3 dni w tygodniu lub 3-5 godzin każdego dnia. To samo mężczyźni.

Kolejny pomysł to praca z domu. Dzisiejsza technologia daje takie możliwości, jednak nadal niewielu pracodawców z tego korzysta. Wciąż panuje przekonanie, że polski pracownik pracujący z domu, na pewno będzie nieefektywnie wykonywał swoje obowiązki.

Pamiętajmy, że im dłużej kobieta pozostaje bez pracy, tym ciężej jest jej wrócić. Szybko zmieniające się przepisy prawne, systemy księgowe czy programy komputerowe skutecznie wypychają nieaktywne kobiety z rynku.

 

2. OPIEKA DZIECIĘCA

Słaba dostępność żłobków i przedszkoli to kolejna bariera w poprawie wskaźnika dzietności. Sami odczuliśmy to na własnej skórze kilka lat temu, szukając miejsca dla starszego syna. Jako normalna rodzina mieszkająca pod jednym dachem, nie dostaliśmy miejsca w państwowej placówce. Dojazd 8-10 km nie był brany pod uwagę. Dlatego zdecydowaliśmy się na przedszkole prywatne. Gdyby nie dobra sytuacja materialna, prawdopodobnie zrezygnowalibyśmy z pracy i domową opiekę lub wynajęlibyśmy nianię. Jednym z ważniejszych filarów idealnej polityki prorodzinnej, powinien być bezpłatny i powszechny dostęp do placówek żłobkowo – przedszkolnych dla każdego dziecka. Bez dopłat za nadgodziny, posiłki czy zajęcia dodatkowe.

Nie oszukujmy się. Nie każda miejscowość, dzielnica czy wieś dysponują odpowiednią ilością miejsc. Powinniśmy zwiększyć kwotę przeznaczoną na dofinansowanie niań lub opiekunek. Dobrym krokiem w tym kierunku była tzw.: ustawa żłobkowa. Umożliwiła ona finansowanie klubików dziecięcych czy zwrot składek ubezpieczeniowych dla zarejestrowanych niań. Warto pójść jeszcze dalej – zrefundować całkowity koszt opieki dziecka.

 

 

3. EMERYTURA

Wiele kobiet wychowując dziecko rezygnuje z pracy. Mąż ma dobre zarobki, a zajmowanie się dwójką lub trójką to przecież praca na cały etat 🙂 . Okres nieobecności na rynku pracy może trwać w niektórych przypadkach nawet 10 lat. Niestety kobiety zapominają, że za prace domowe nie należy się emerytura. Pół biedy jeśli małżonkowie dotrwają do tego wieku razem. Gorzej jeśli się rozwiodą. Poza alimentami kobieta zostanie z niczym. Wchodząc w wiek emerytalny dostanie niewielkie pieniądze, które nie wystarczą jej na godne życie.

Jeśli kobiety wybierają życie w domowym zaciszu z gromadką dzieci, warto to uszanować i w tej decyzji wspomóc. Np.: oferując dodatkowy rok lub dwa lata okresu składkowego do emerytury za każde dziecko.

 

4. TAŃSZE MIESZKANIA DLA RODZIN Z DZIEĆMI

We wrześniu 2015 roku weszła w życie nowelizacja programu Mieszkanie dla Młodych. Jedną z najważniejszych zmian w kontekście rodziny, było zwiększenie dopłat w zależności od liczby posiadanych dzieci. Modyfikacje są na tyle korzystne, że prawdopodobnie już za 2-3 miesiące zostanie wyczerpana pula środków budżetowych przeznaczonych na wsparcie w 2016 roku. Niestety wg ostatnich zapowiedzi rządu program MDM będzie funkcjonował jedynie do 2018 roku.

Własne mieszkanie zapewnia duży komfort i stabilizację każdej rodzinie. Jeśli rodzice czują się bezpiecznie to tym łatwiej o poprawę wskaźnika dzietności. Nie rezygnujmy z programu MDM. Jeśli zabraknie pieniędzy to warto rozważyć zmniejszenie pieniędzy przeznaczonych na program 500+.

 

 

5. PRACA DLA MŁODYCH

Inwestując w rodzinę i dzieci do 18 roku życia, nie możemy zapominać o młodych osobach. Borykają się oni z problemem braku pracy po ukończeniu studiów. Sfrustrowani opuszczają kraj w poszukiwaniu zatrudnienia odpowiadającego ich kwalifikacjom i oferującego godziwe wynagrodzenie. Wg GUS-u w 2014 roku na emigracji przebywało już 2,3 mln osób.

Co z tego, ze zainwestujemy miliardy dolarów w politykę prorodzinną i zwiększymy wskaźnik urodzeń, jeśli młodzi ludzie wyjadą i nie wrócą? Dlatego już dziś warto stawiać na edukację i dostosowywać kształcenie zawodowe do oczekiwania przyszłych pracodawców. Po drugie, nie zapominajmy o inwestycjach polskiego i zagranicznego kapitału. Zachęcajmy firmy do tworzenia nowych miejsc pracy poprzez upraszczanie przepisów, zmniejszanie obciążeń fiskalnych i inwestycje w infrastrukturę.

 

6. SZACUNEK DLA RODZINY

W jednym z wywiadów Katarzyna Bosacka, matka czwórki dzieci powiedziała:

Dzieci w Polsce nie są mile widziane ani w kościele, ani w sklepie, w restauracji, w bankach, na poczcie, wszędzie. Dzieci w Polsce się nie lubi, bo zbiją coś, spsocą, dzieciom się zwraca uwagę, szczególnie małym. Oczywiście jest coraz więcej placów zabaw i to się zmienia, są kawiarenki dla młodych matek, ale świadomość zmienia się bardzo powoli

Promujmy dobre wzorce. Pokazujmy, że warto mieć dzieci, a pełna rodzina to szczęśliwa rodzina. Nie wytykajmy płaczących dzieci palcem. Nie przeszkadzajmy karmiącym matkom w parku, obrzucając je wyzwiskami. Rodzina zasługuje na szacunek i uznanie.

 

Jak robią to najlepsi

Zdaje sobie sprawę, że propozycje o których piszę są bardzo kosztowne. Gdyby to wszystko policzyć, okazałoby się, że tegoroczne wydatki budżetu Państwa na politykę prorodzinną, to nic w porównaniu z moimi pomysłami. Ale marzyć warto. Dlatego zamiast rozdawać wszystkim jak leci po 500 zł, lepiej promować przedsiębiorcze postawy i uzależnić finansowe wsparcie od dochodu rodziny.

Jeśli chcecie wiedzieć jak robią to najlepsi,to zapraszam do filmu przygotowanego przez Ambasadę Szwecji, a za link dziękuje Konradowi z Fathersday.pl:

 

A jak Waszym zdaniem powinna wyglądać idealna polityka prorodzinna? Które kwestie byłyby dla Was najważniejsze?

Zdjęcie: Baloons

  • Mi się wydaję, że rząd to raczej powinien zająć się problemem braku pracy dla ludzi młodych. Młody człowiek kończy studia i nie ma pracy, bo ktoś musi tyrać do 67 lat do emerytury. Gdy by obniżona wiek emerytalny część babć i dziadków mogła by pilnować swoje wnuki a mama iść do pracy. Podejrzewam, że takie rozwiązanie było by dużo skuteczniejsze, niż masowa produkcja dzieci dla celów komercyjnych. Na tym skorzystają wszyscy począwszy od firm z branży dziecięcej, szkolnictwa tylko co potem będzie z młodym człowiekiem wykształconym bez pracy?

    • Wszyscy marudzą, że rząd powinien zapewniać pracę. Moje pytanie JAK? To nie czasy komuny, gdy państwo dawało pracę. Teraz trzeba samemu się postarać – nie iść na etat, a może samemu coś otworzyć? Czemu o tym zapominamy? To nie ktoś ma nam dać – lepiej by nam nie przeszkadzał działać!

      • Monika, masz rację, rząd nie jest od dawania pracy ale powinien wspierać pracodawców, a przynajmniej im nie utrudniać.

      • @ Ania, tak to niestety nie działa, chyba że opodatkujemy pracę babci i dziadków. W idealnym świecie, gdybyśmy obniżyli wiek emerytalny, wzrosłaby liczba miejsc dostępnych do pracy i teoretycznie spadłoby bezrobocie. Pula podatków wpłacanych do budżetu Państwa pozostałaby na niezmienionym poziomie i senior dostałby tę samą kwotę emerytury. Niestety, nasze teoretyczne rozważania psuje wysokość i długość emerytury. W analizowanym przypadku zabrakłoby pieniędzy na wypłaty w okresie przedemerytalnym (czyli przed 67 rokiem życia), albo musielibyśmy obniżyć i tak już niskie emerytury. Dlaczego? Bo wydłużyłby nam się okres w jakim seniorzy pobieraliby emerytury.

        @ Monika
        Nie chodzi o to, by Państwo zapewniało pracę każdemu jak w czasach komuny. Lepszym pomysłem byłoby przeznaczenie pieniędzy z programu 500+ na inwestycje infrastrukturalne i wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw. Np.: poprzez program budowy autostrad, linii kolejowych łączących duże miasta czy rozbudowę zaplecza sanitarnego. Dzięki temu moglibyśmy rozruszać gospodarkę, przyciągnąć inwestorów i dać większej liczbie osób pracę.

        @Łukasz
        Np.: upraszczając system podatkowy.

  • Pewnie wykażę się ignorantem i nie każdy się musi ze mną zgadzać, jednak uważam, że to ile mamy dzieci siedzi przede wszystkim w „naszej głowie”. Działania rządu, państwa, hm… już dawno doszedłem do wniosku – umiesz liczyć licz na siebie. Oczywiście zdarzają się tak oczywiste przeszkody jak problem z poczęciem czy faktycznie bardzo niskie dochody, jednak bazując przynajmniej na moim otoczeniu to mniejszość. Zdecydowana większość, mająca jedno lub odwlekająca poczęcie pierwszego dziecka to zwykłe wygodnictwo. Oczywiście ludzie jako istoty myślące są w stanie racjonalnie wytłumaczyć każde swoje postępowanie: bo teraz robię karierę, bo teraz kończę szkołę, bo teraz chcę trochę zobaczyć świata itp itd. Tylko, gdy już nadejdzie chwila, nieunikniona, ostateczna czego bardziej będą żałować? Tego, że nie zrobili jeszcze jednego ważnego projektu, czy tego, że nie ma ich kto pożegnać… Ojciec trójki dzieci.

    • Państwo nas nie wyręczy ani dzieci za nas nie urodzi. Ale możemy przyszłym rodzicom mocno w tym pomóc. Kobiety obawiają się porodów i słyszą często historie związane z powikłaniami – przeznaczmy część pieniędzy na służbę zdrowia (porodówki, położnictwo). Rodzice boją się, że mogą urodzić niepełnosprawne dziecko – podnieśmy świadczenie pielęgnacyjne czy dofinansowanie do rehabilitacji. Tak, by rodzice nie byli skazani na wieloletnią wegetację. Mamy przecież 17 mld do dyspozycji 🙂

    • a ja nie rozumiem podchodzenia do posiadania dzieci, jak do obowiązku. nie każdy musi mieć dzieci. nie każdy chce i nie każdy się nadaje. już bardziej wygodnictwem jest siedzenie na garnuszku mamusiu do czterdziestki albo siedzenie latami na bezrobociu. bo pracować i usamodzielnić się powinien każdy dorosły człowiek. mieć dzieci, moim zdaniem, już nie. nie ma nic złego w nie mieniu dzieci. w ogóle więcej złego jest z pochopnej decyzji o dzieciach bądź posiadaniu niechcianych dzieci.

      • Hej, abakreacja
        Całkowicie się z Tobą zgadzam. Nikogo na siłę nie warto zmuszać. Trzeba natomiast ułatwiać rodzinom podejmowanie decyzji o posiadaniu potomstwa np: pokazując, że nie ma barier związanych z pracą, wynagrodzeniem, miejscem w przedszkolu czy na porodówce.

  • Dominik, celne spostrzeżenia. Dla mnie wszystko sprowadza się do kwestii pracy. Albo jej nie ma dla młodych i wyjeżdżają więc kto ma rodzic dzieci? Albo jeśli jest, to za mała kasę, albo na warunkach, które nie sprzyjają wychowaniu i to zarówno dla pracownika, jak i z punktu widzenia pracodawcy (koszty). 500 zł wesprze w tym momencie rodziny w modelu 2+2. Dla mnie kluczem do zwiększenia dzietnosci jest „zmobilizowanie” par, które dzieci nie posiadają. I nie rozwiązaloby tego nawet 500 zł na pierwsze dziecko, gdyby weszło w życie, tylko poprawa warunków pracy, czyli wynagrodzenie lub elastycznośc o której piszesz.

    • Łukasz – dla mnie praca to najważniejszy i najpilniejszy postulat. To tutaj powinny iść jak największe środki. Ja bym przekazał nawet 17 mld zł. Mając dobrą pracę, nie musimy się martwić o utrzymanie dzieci. Jeśli nie ma miejsca w przedszkolu, stać nas na opiekę prywatną. Jeśli brakuje na kupno mieszkania, mamy pieniądze na jego wynajem.

  • Social faktycznie zachęca do robienia dzieci, ale brak odpowiednich funduszy w przyszłości hamuje decyzje o posiadaniu dzieci, Moim zdaniem gdyby w polsce nieruchomości były tańsze to ludzie czuli by większą stabilność i chcieli by mieć wiecej dzieci

    • Rzeczywiście życie w wynajmowanym mieszkaniu nie sprzyja poprawie wskaźnika dzietności. Na ceny nieruchomości nie mamy zbyt dużego wpływu, dlatego lepszym rozwiązaniem jest wspieranie istniejącego już programu MDM.

      • IMHO

        Przecież do dopłaty hamują spadek cen nieruchomości 🙂 Wcześniej R|NS teraz MDM

  • Bardzo fajnie, że dajesz pozytywny przykład Szwecji jeśli chodzi o dobrą politykę prorodzinną. Szkoda jednak, że tak mało (lub wręcz wcale) nie piszesz o dzieleniu się odpowiedzialnością za rodzinę pomiędzy kobietą a mężczyzną. Wcale nie jestem za tym, żeby Państwo dopłacało pracodawcy za to, że dłużej zostanę w domu. 100 razy bardziej wolałabym wprowadzenie OBOWIĄZKOWYCH urlopów tacierzyńskich i promowanie tego typu opieki. Pozytywny jest fakt, że poprzedni rząd wprowadzając płatny urlop roczny umożliwił łaskawie dzielenie go z ojcem dziecka, jednak niewielki procent chętnych mężczyzn do pozostania w domu jednoznacznie świadczy o mało kompleksowym potraktowaniu tematu. Podobnie z emeryturą kobiet – obniżając ich wiek emerytalny powodujemy niższą wysokość ich świadczeń, co jest samonapędzającą się katastrofą, bo emerytury i tak będą dramatycznie niskie. Tak, dofinansowujmy nianie, tak, dofinansowujmy żłobki i przedszkola, obniżajmy podatek dochodowy, ale nie promujmy pasywnej postawy osób, które pozostają długotrwale poza rynkiem pracy.

    A ostatni punkt, o którym piszesz, uważam za bardzo ważny- musimy zmieniać świadomość, że dzieci to też ludzie i zasługują na szacunek i uwzględnienie w kompleksowym planowaniu: miasta, usług, infrastruktury i wielu innych rzeczy, które składają się na łatwiejsze życie jako rodzina w społeczeństwie.

    • Kasia,
      Jestem przeciwny wprowadzaniu obowiązkowych urlopów tacierzyńskich czy ojcowskich. To samo dotyczy urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Rodzice powinni sami decydować, czy chcą pójść na urlop i czy mają zamiar wykorzystać 100% przysługujących im dni wolnych. Natomiast warto promować większe zaangażowanie ojców w wychowanie dzieci i to nie tylko tych starszych. Świadomość ojców powoli się zmienia. Zmiana przepisów prawnych mocno to ułatwiła. 2 tygodniowy urlop ojcowski oraz tacierzyńśki to dobre rozwiązanie i nie poprzestawajmy na tym 🙂

      • Ponoć dopiero miesiąc albo dwa wolnego z dzieckiem utrwalają nawyk dbania o dom i dzielenia się na równi obowiązkami rodzinnymi. Warto więc wydłużać!

        • Po narodzinach drugiego syna (2014) roku byłem na prawie miesięcznym urlopie – 2 tygodnie tacierzyńskiego i 2 tygodnie ojcowskiego. Z miłą chęcią bym ten urlop wydłużył 🙂

      • Pionierka

        Ależ urlop macierzyński jest obowiązkowy 🙂

  • Myślę, że kwestia podejścia pracodawców do zatrudniania kobiet, idąc dalej mam po urlopach to bardzo ważny aspekt do rozważenia i poprawy. Podobnie jak kwestia dostępności publicznych żłobków i przedszkoli. Porażką jest czekać ponad rok na państwowy żłobek, a ostatecznie i tak posłać dziecko do prywatnego. Uważam również, że tu nie chodzi o to, aby rozdawać pieniądze. Jak nie będą zabierać to nie muszą wcale dawać bo będziemy wtedy dużo bardziej na + 🙂

    • Z dostępnością żłobków i przedszkoli nadal jest problem. Na szczęście naszemu drugiemu synowi udało się dostać do publicznej placówki 🙂

      • Asia

        Właśnie problem strukturalny jest u nas najgorszy. Z podejściem urzędników, pracodawców, mentalnością rodziców czy miliardem bzdurnych przepisów z którymi muszą się zmierzyć przedszkola i żłobki, by legalnie działać (dlatego złagodzenie warunków pozwoliło na powstanie klubów malucha – fajna inicjatywa, miałam w bloku niedaleko jeden) albo które blokują młodych rodziców (np. samotnej matce trudno wynająć mieszkanie – właściciel się boi, że jak nie będzie płacić to jej nie eksmituje). Sami sobie przez ostatnie dziesięciolecia zafundowaliśmy system nieprzyjazny rodzicom.

        • Asia,
          Z bólem serca muszę Ci przyznać rację. Jakiś czas temu przeczytałem, że wg obliczeń firmy Grant Thorton, w 2014 roku weszło w życie ponad 25 tys. stron nowego prawa. To o 11% więcej niż w 2013 roku.

  • Też się z tym zgodzę. 500zł nie jest idealnym rozwiązaniem. Bezpłatne żłobki i przedszkola i odpowiednia ich ilość to według mnie podstawa. Wsparcie pracodawców również, zachęcanie do pracy zdalnej jak najbardziej oraz wsparcie przy zakładaniu działalności przez młode mamy.

    • Z 500 zł jest jeszcze jeden problem – w związku z wprowadzeniem kryterium dochodowego na pierwsze dziecko, wprowadzono też podział na gorsze i lepsze rodziny 🙁

  • Osobiście mam podejście, że dopóki nie dojdę do poziomu, że rzeczywiście będzie mnie na to dziecko stać, to nie zamierzam mieć dzieci. Nie ma co liczyć, że rząd rozwiąże nasze problemy i z tym się już dawno pogodziłam.

    • To bardzo rozsądne podejście. Dla nas też priorytetem była stabilność finansowa.

  • Troche utopijne jest to twoje podejście, nie da się wszystkiego od tak zrobic

    • Dlatego swoje postulaty traktuję w kategoriach marzeń :-). Ale gdyby skupić się tylko na dwóch filarach to postawiłbym na pracę i opiekę przedszkolno – żłobkową.

  • Wczoraj dyskutowaliśmy z mężem co skłoniłoby nas do prokreacji. Chyba jesteśmy w standardzie, bo wymieniasz to w pkt. 1 i 2. To takie proste…

  • Uważałbym z tymi podpunktami. Z tego co wiem, w Niemczech stać ludzi na dobre mieszkanie, pracy jest tyle, że imigrantów przyjmowali z otwartymi rękoma, social jest rozwinięty do tego stopnia, że kilka moich znajomych z niemieckim obywatelstwem wyjeżdżało tam, zaraz po zajściu w ciąże i emerytury nie są małe, a jednak wskaźniki urodzeń nie chcą skakać…

    • Niemcy mają problem z dzietnością. Pomimo iż 3% PKB jest wydatkowane na politykę prorodzinną (dużo więcej niż w Polsce) to wskaźnik dzietności jest na porównywalnym poziomie co u nas, Chociaż pojawiło się światełko w tunelu – w 2014 roku urodziło się o 5% więcej dzieci niż w roku 2013. Zapowiedź zmian, czy może jednorazowy wybryk? Zobaczymy 🙂

  • Bardzo mi się podoba to podejście, musisz iść do rządu ;D

    • Oj nie, nigdy. Wtedy nie mógłbym wygłaszać tak pięknych postulatów 🙂

  • Tak sobie przypominam, co zachęciło mnie do posiadania dziecka. I była to stabilna sytuacja finansowa. Zdecydowałam się zostać w domu z synem, dlatego, że wiedziałam, że mogę liczyć na państwowe zasiłki. – mieszkamy jeszcze w Anglii. Choć jeśli niezbyt duże, to jednak pewne. Do tego ostatnio dowiedziałam się, że UK sponsoruje moje skladki emerytalne przez okres mojej niepracy zawodowej, dzięki czemu przez to, że postanowiłam skupić się na wychowaniu dzieci, nie ucierpi moja emerytura. Choć sama byłam też zdecydowana na zostanie matką, takie dodatki na pewno by umocniły moją decyzję. Pozdrawiam

    • Ania,
      Jesteś kolejnym przykładem, który pokazuje, że dobrze zaadresowane wsparcie finansowe daje rezultaty. Gratuluję 🙂

  • Ten filmik jest świetny. chciał bym tak umieć wszystko połączyć.

  • Dobre trzeźwe myślenie lubię blogerów bo nie ograniczają się tak jak politycy tylko mówią o wszystkim jak trzeba

    • Mamy dużo łatwiej 🙂
      Generalnie zawsze lepiej się doradza i krytykuje, bo jedyne co nas ogranicza to wyobraźnia. Rządzący mają spore obostrzenia. Każdej złotówce muszą się przyglądać i zastanawiać czy dać ją rodzicom z dziećmi, służbie zdrowia, edukacji czy górnikom? Ci, którym nie dasz, będą Ciebie krytykować. To ciężki kawałek chleba 🙁

  • Pionierka

    Nie wspomniałeś o jednym – znakomita część tego, co piszesz w pierwszym punkcie dotyczy także mężczyzn – ojców. Urlop macierzyński jest dość krótki, reszta to urlop rodzicielski, urlopu wychowawczego wcale nie musi brać matka, a dni na opiekę także przysługują po prostu rodzicowi, bez względu na płeć. Więc niechęć pracodawców wynika z tego, że nadal matka traktowana jest jako rodzic główny, a ojciec jako rodzic dodatkowy. Jeśli mężczyźni zaczną szerzej korzystać ze swoich rodzicielskich uprawnień, to sytuacja na rynku pracy zmieni się.

    • Z roku na rok jest coraz lepiej, ale mimo tego warto zachęcać i mobilizować ojców do brania urlopu rodzicielskiego.

      Z drugiej strony, w moim otoczeniu nie spotkałem jeszcze matki, która na poważnie rozważałaby powrót do pracy po urlopie macierzyńskiem i przekazanie kilku miesięcy opieki ojcu.

      • Pionierka

        Dzień dobry 🙂 Plan jest 8/4.

    • Marta Nowosielska-Nowotnik

      Święta prawda!! Tylko zwykle tatusiowie nie korzystają bo dużo wiecej zarabiają niż żony, wiec ich pracy dla rodziny jest kluczowa. Minimalizuja wiec ryzyko jej utraty I zeby nie narazic sie pracodawcy np.nie korzystaja z opieki nad chorym dzieckiem. I tak błedne koło sie nakręca…Potrzebna jest zmiana mentalności w Polsce I równa odpowiedzialność rodzicow za opieke nad dziećmi