Najlepszy prezent dla dzieci – życie bez kredytów

Życie bez kredytów

Powoli zbliża się Dzień Dziecka. Jak co roku ustawiamy się w kolejkach do sklepów z zabawkami, spędzając wcześniej długie godziny na lekturze hipermarketowych gazetek lub analizowaniu oferty sklepów internetowych. Moim zamierzeniem jest namówić Was byście w tym roku dali swoim dzieciom jeszcze jeden prezent – coś, o czym będą pamiętać przez wiele lat albo nawet przez całe życie. Nie docenią tego dzisiaj, ani nawet w przeciągu kilku najbliższych lat, ale z pewnością kiedyś Wam za to podziękują. Chciałbym Was namówić, abyście dali dzieciom życie bez kredytów.

Dodatkową inspiracją do napisania dzisiejszego artykułu był jeden z listów jaki otrzymałem od czytelnika bloga – oto jego fragmenty (ze względu na prośbę czytelnika o anonimowość, wszelkie dane osobowe zostały usunięte):

 

Piszę do Ciebie, bo nie mam pozytywnych wzorów w rodzinie, a temat finansów rodzinnych stał się dla mnie naglący – krótko mówiąc – zarabiamy z żoną nie małe pieniądze, ale w praktyce ciągle nam brakuje, nie płacimy rachunków na czas, zadłużamy się, boimy się wierzycieli – no po prostu wszystko, co można wymyślić, robimy nie tak, jak dzieci.

Do tej pory było tak, że nie mieliśmy oboje pracy, albo coś tam dorabialiśmy, pomagali nam inni – przeżyliśmy, ale narobiliśmy długów. Obecnie mamy już pracę, ale stare nawyki pozostały, jak również chyba jakaś chęć odreagowania i nieograniczania się, bo przecież pieniądze już „są” – to hajda! No i generalnie jesteśmy w dupie. Udało nam się całkowicie wyczerpać zdolność kredytową. I może dobrze, bo przyszło otrzeźwienie, że dłużej tak się nie da. Przyszła złość, co my najlepszego wyrabiamy.

Wstydzę się strasznie swojej sytuacji. Mam świadomość, jakie kwoty przewalają się przez nasze konta. W życiu nie miałem dużo, ale wiem, że jest wiele osób żyjących za 1/10 tego, co zarabiamy. Z dziećmi. Czuję się bezpośrednio odpowiedzialny, za to, do czego doprowadziliśmy, bo często nie chciałem żony straszyć czy martwić, czy odmówić czegoś, chociaż sam wiedziałem, że zalegamy z czymś, że braknie. Zawsze się dało jakoś prześlizgać, coś dorobić, załatać. Ale to się skończyło. Musimy zmienić dużo i to dość szybko. Mogę zrezygnować z wielu rzeczy, byle czuć się bezpiecznie i być spokojnym o moją rodzinę.

 

Dwa scenariusze na życie

Wyobraźcie sobie dwie rodziny w podobnym wieku, ale o odmiennych poglądach na życie:

 

Rodzina nr 1:

Praca: Pracują i zarabiają średnią krajową. Ich firmy przeżywają kryzys, tak jak cała gospodarka. Boją się, czy w tym miesiącu nie stracą zatrudnienia, chociaż mają nadzieję, że tak się nie stanie. Pracują w końcu w swoich firmach już ładnych parę lat. Ich praca i zaangażowanie jest oceniane na bardzo wysokim poziomie. Z drugiej strony, boją się szukać nowej pracy. Istnieje ryzyko, że mogliby nie spodobać się nowemu szefowi. Ten, zawiedziony ich postawą, mógłby po 3 próbnych miesiącach nie przedłużyć im umowy. To oznaczałoby pozostanie bez środków do życia.

Finanse rodzinne: Nie są w stanie zaoszczędzić zbyt wiele, gdyż ich miesięczne wydatki są takie same jak miesięczne dochody. Sporo w nich kosztów stałych.

Mieszkanie: Mają 50 metrowe mieszkanie kupione na kredyt, który będą spłacać jeszcze przez 30 lat. Mąż zmienił pracę 5 lat temu i musi dojeżdżać na drugi koniec miasta. Spędza w dojazdach 2h, ale nie widzi żadnego wyjścia z tej sytuacji. Gdyby dzisiaj kupowali mieszkanie, na pewno wybraliby okolicę bliżej obecnej pracy.

Dzieci: Mają jedno dziecko. Przez chwilę zastanawiali się nad powiększeniem rodziny, ale wiszący nad ich głowami kredyt szybko ich zniechęcił. Drugie dziecko wpędziłoby ich szybko w długi.

Dobra konsumpcyjne: Oprócz mieszkania kupili jeszcze samochód na kredyt. W końcu w dzisiejszych czasach nie da się żyć bez czterech kół. To podstawa egzystencji, niestety kosztownej w ich przypadku 🙂 . Kupno nowego telewizora czy aparatu nie wchodzi w grę. Brak oszczędności mocno komplikuje życie, ale może z pomocą przyjdzie kolejny kredyt gotówkowy?

 

Rodzina nr 2:

Praca: Oboje zarabiają znacznie powyżej średniej krajowej. Lubią wyzwania i często dostają ciekawe propozycje. Ostatnio mieszkali w Szwecji, a teraz w Tajlandii, gdzie otworzyła się nowa spółka szukająca wysoko wykwalifikowanych pracowników ze znajomością języka szwedzkiego.

Finanse rodzinne: Odkąd zaczęli pracować poza krajem, ich oszczędności rosną w szybkim tempie. Nie mają zbyt wiele kosztów stałych oprócz czynszu za mieszkanie i rachunków za media.

Mieszkanie: Wynajmują 50 metrowe mieszkanie niedaleko pracy. Jeśli zmieni się praca, zakończą obecną umowę najmu i poszukają lokum bliżej nowego miejsca pracy. Jedynym „problemem” jest dla nich 1-miesięczny okres wypowiedzenia.

Dzieci: Mają już dwójkę dzieci. Starsze chodzi do przedszkola, a z młodszym przebywa opiekunka.

Dobra konsumpcyjne: Nie kupują zbyt wiele dóbr konsumpcyjnych, ponieważ raz na 2-3 lata zmieniają kraj w którym pracują. Nie potrzebują samochodu ani telewizora. Jeśli jednak mają ochotę na nowy aparat, telefon czy inny sprzęt elektroniczny, nie mają z tym najmniejszego problemu. Mogą przeznaczyć na to część swoich oszczędności.

 

Analiza scenariuszy

Oba scenariusze dotyczą małżeństw w podobnym wieku 30-35 lat. Jak domyślacie się pierwsza rodzina pracuje w Polsce i ma na karku dwa kredyty – hipoteczny i samochodowy. Dług mocno komplikuje im życie ograniczając realne możliwości oszczędzania do minimum. Nieplanowany zakup czy spontaniczny wyjazd nad morze nie wchodzą w grę.

W drugim przypadku, małżeństwo od dawna mieszka poza granicami kraju. O miejscu pobytu decyduje praca. Mąż i żona są dobrze wykwalifikowani i nieźle zarabiają. Kredyty na mieszkanie czy samochód nie są im potrzebne. Miejsce zamieszkania to tylko czasowa przystań. Jeśli pojawi się ciekawsza i lepiej płatna posada, na pewno rozważą przeprowadzkę. Zresztą powoli rośnie wokół nas pokolenie dla którego prawdopodobnie kredyt hipoteczny, nie będzie już taki ważny. Jak napisał Mateusz Grzesiak na swoim fanpage we wpisie zatytułowanym 9 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o dzisiejszych nastolatkach:

Będą bardzo często zmieniali pracę, branżę, swoich idoli, pomysły na życie. Zmiana jest dla nich sposobem na życie, a elastyczność chlebem powszednim. Nie są lojalni.

 

Dlaczego nie warto brać kredytów

Z biegiem lat jestem coraz bardziej przeciwny wszelkim kredytom i pożyczkom. Po prostu przestaje widzieć jakiekolwiek pozytywne strony zadłużania się. Oto dlaczego:

 

Koszty odsetek i prowizji są horrendalne

Moim zdaniem skoro dzisiaj nie stać nas na zakup telewizora, lodówki czy samochodu, to za kilka miesięcy tym bardziej nic się nie zmieni. Oprócz spłacania wartości zakupionego towaru, przyjdzie nam jeszcze pokryć koszty odsetek i prowizji.

 

Przykład 1:

Chcemy wyremontować mieszkanie. Potrzebujemy 10.000 zł na okres 24 miesięcy. W Banku ING przyjdzie nam za tę przyjemność miesięcznie płacić 461,63 zł:

Kredyt ING

Rzeczywista stopa oprocentowania kredytu zwana potocznie RRSO wyniesie:

Kredyt ING - RRSO

 

Łączne koszty pożyczki wyniosą w ciągu 2 lat prawie 1.500 zł. Jeśli okres spłaty wydłużymy np.: do 8 lat to przyjdzie nam spłacić dodatkowo jeszcze 3.500 zł (razem 5 tys. zł).

Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja w przypadku sektora pożyczek pozabankowych, potocznie zwanych „chwilówkami”. Pomimo ogromnej konkurencji pomiędzy firmami takimi jak Wonga, Vivus, Kredito24, koszty obsługi takiej pożyczki będą dla nas zabójcze – zobaczcie sami:

 

Przykład 2:

Zbliża się komunia, więc rodzice postanowili kupić dziecku komputer. Koszt szacowany jest na 3 tys. zł. Ponieważ oboje rodzice mają problem ze znalezieniem stałej pracy i imają się różnych dorywczych zajęć, jedynym „darczyńcą”, który chętnie pożyczy pieniądze jest firma udzielająca tzw.: ”chwilówek”.

Wonga

 

Koszty obsługi tej pożyczki są niebotyczne i to wcale nie jest jednostkowy przypadek. Takie warunki nie mieszczą mi się w głowie. Przepłacamy na cenie komputera aż 900 zł. A wystarczyłoby jedynie poczekać z decyzją jeden miesiąc dłużej, by zatrzymać w kieszeni tą kwotę.

Zastanawiam się, kto w ogóle korzysta z takich pożyczek. Przecież w ten sposób można doprowadzić do bankructwa nawet dobrze prosperujące rodziny. Niestety klientami takich firm często zostają osoby, które nie mogą dostać pożyczki od banku. Nie spełniają podstawowych wymogów dotyczących zarobków czy stałości zatrudnienia. Dlatego, w akcie desperacji, próbują złapać tzw.:”spadający nóż”, który zamiast pomóc pogrąża nas jeszcze bardziej, prowadząc nas powoli ku finansowej przepaści. Jak mawiał kiedyś Fuller Thomas:

Zadłużenie jest najgorszą formą ubóstwa

 

Kredyt podcina skrzydła, marzenia, niezależność

Z kredytem jest jak z dzieckiem. Dopóki nie mamy jednego albo drugiego czujemy się „wolni jak ptaki”. Jeśli mamy ochotę iść na spacer, do kina czy restauracji, to nic nie stanie nam na przeszkodzie. Wystarczy kilka minut przygotowań i już nas nie ma w domu. Pojawienie się w naszym życiu dziecka lub kredytu, będzie oznaczało, że każda decyzja, którą będziemy podejmować, będzie wymagała uwzględnienia nowego czynnika. Z początku będziemy twierdzić, że nic się nie zmieniło, ale upływ czasu pokaże jak błędne jest nasze rozumowanie. Spontaniczne wyjazdy wakacyjne staną pod znakiem zapytania. Nowoczesny sprzęt fotograficzny kupowany do tej pory pod wpływem impulsu, pozostanie już tylko wspomnieniem.

 

Kredyt wpływa negatywnie na możliwości rozwoju osobistego

Wiele osób po kilku latach pracy w korporacji zwykle rozważa samozatrudnienie. Taka zmiana oznacza najczęściej, że przez kilka pierwszych miesięcy, nasze zarobki będą niewielkie lub zerowe. Warto jednak podjąć ryzyko, bo praca na własny rachunek może przyczynić się do zwiększenia dochodów i satysfakcji z wykonywanego zajęcia. A teraz pomyślcie czy mając kredyt na swoich barkach odważylibyście się podjąć taką decyzję? Czy Wasze oszczędności są na tyle wysokie, by pokryć kilkumiesięczne wydatki bez wsparcia w postaci comiesięcznego wynagrodzenia?

 

Nieprzewidziane zdarzenia

Zwykle nie zakładamy negatywnych scenariuszy w naszym życiu. Rekordziści biorą kredyty nawet na 35-40 lat wierząc, że ich życie będzie pasmem nieustających sukcesów. Niestety, życie to także szare i smutne momenty. Branie pod uwagę takich zdarzeń powinno być obowiązkiem w przypadku zadłużania się. Odpowiadamy przecież nie tylko za siebie, ale także za nasze dzieci. Mogę zrozumieć, że w przypadku miesięcznej czy rocznej pożyczki nie będziemy przewidywać utraty pracy, uszczerbku na zdrowiu, awarii samochodu czy poważnej usterki sprzętu RTV/AGD. Ale w przypadku kilkunastoletnich kredytów nie powinniśmy mieć wymówek. Bank to instytucją, której nadrzędnym celem działalności jest zarabianie pieniędzy. Niektórzy mawiają, że bank jest jak kasyno – zawsze wygrywa. Ludzie bankrutują, sprzedają swoje domy, samochody, nierzadko tracą cały dobytek swojego życia, a rata kredytu i tak wciąż będzie wisieć jako niezapłacona. Natomiast bardzo rzadko możemy usłyszeć o upadku banku.

 

Kredyt jest jak narkotyk

Maciej Samcik zasugerował w 2013 roku, że firma pożyczkowa udzielając chwilówek:


działa w tym momencie jak dealer narkotyków, który daje swojemu „podopiecznemu” pierwszą działkę za darmo i pokazuje sposób, w jaki bardzo łatwo można kupić kolejne?

Niestety z kredytami jest trochę jak z używkami. Bardzo łatwo się od nich uzależnić. Biorąc pierwszą pożyczkę, zauważamy, że wystarczy kilka podpisów, aby upragnione towary stały się naszą własnością.  Często taką pożyczkę  dostaniemy nawet za darmo, czyli bez konieczności płacenia kosztów prowizji lub odsetek np: w Vivus:

Vivus - porownanie kredytu

 

Jeśli pojawiają się problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dodatkowa pożyczka rozwiąże nasze problemy. W ten sposób nasz dług dość szybko podwoi swoją kwotę, a my i tak będziemy musieli go spłacić.  Niestety w tej spłacie może być potrzebna pomoc komornika.

 

Niechciane zakupy

Oprócz banków i firm pożyczkowych swoje pięć groszy dorzucają także duże sieci handlowe. Coraz częściej namawiają nas do zakupu swoich produktów w systemie sprzedaży ratalnej bez prowizji i odsetek – zobaczcie sami na ofertę Euro RTV AGD:

Euro RTV AGD - raty 0

 

W programie „Raty 20×0%” spłatę możesz podzielić na 20 małych, nieoprocentowanych rat.

– stopa oprocentowania wynosi 0%
– prowizja 0%
– bez uciążliwych formalności

Raty 20×0%” to oferta promocyjna, dostępna czasowo. Terminy ogłaszamy w sklepach i reklamach. 

Takie oferty zachęcają nas do zbędnych i nieprzemyślanych zakupów. Telewizor na który nas nie stać możemy mieć już za 100 zł. Niestety często się zdarza, że dajemy się złapać na ten haczyk i wkrótce wracamy po kolejne niechciane towary. Pamiętacie myśl Will Rogersa, którą przytaczałem kilka tygodni temu we wpisie dotyczącym minimalizmu:

Zbyt wielu ludzi wydaje pieniądze, których nie zarobili, na rzeczy, których nie potrzebują, by zaimponować ludziom, których nie lubią.

 

Sytuacje nadzwyczajne

Co zrobić kiedy pojawią się sytuacje nadzwyczajne? Zdarzenia losowe trudne do przewidzenia takie jak kradzież samochodu, którego nie zdążyliśmy ubezpieczyć, wysokie koszty leczenia członka naszej rodziny, czy np. zalanie mieszkania? Przecież nie możemy czekać pół roku albo rok, aż uzbieramy potrzebne środki, skoro potrzebujemy je tu i teraz? Jest na to proste rozwiązanie – oszczędzanie. Każdy z nas powinien odkładać co miesiąc określoną kwotę na Rodzinny Fundusz Bezpieczeństwa, czyli fundusz przewidziany właśnie na takie wydarzenia. Kwoty zależą od Waszych możliwości, ale docelowo powinny one wynieść równowartość co najmniej trzykrotności Waszych miesięcznych wydatków. Taka suma pozwoli Wam na “spokojny sen”.

A jak Wy podchodzicie do kredytów?

Zdjęcie: Tatyana Gladskih

  • Hej, przeczytałem artykuł. Znowuż temat rzeka, nie da się o wszystkim napisać i wszystkiego przewidzieć. Zgadzam się z Tobą co do zasady – kredyty są fe, oszczędzanie dobre, a umiejętność gospodarowania swoimi emocjami/potrzebami bardzo szlachetna. No i bardzo ważne spostrzeżenie – banki są po to, żeby zarabiać. Jak do Was dzwonią, znaczy, że za coś będziecie płacić.Tyle zasadach, ale w rzeczywistości rzecz ma się różnie. Ano każdy z nas jest inny i sytuacje są inne. Nie każdego stać na odkładanie pieniędzy i żyje z dnia na dzień. 3miesięczne oszczędności to też nie wiem na ile to jest spokojny sen. Czasem ten zły i fatalny kredyt może być przepustką do sukcesu jeśli masz pomysł i szczęście.

    Pozdrawiam
    Mariusz

    • Mariusz, dziękuje za komentarz. Zasługujesz na miano Pierwszego Czytelnika Bloga – zawsze jako pierwszy czytasz moje artykuły i jeszcze je komentujesz 🙂

    • Bardzo cenne uwagi, zgadzam się w 100%.

      Unikam kredytów jak ognia i staram się oszczędzać 🙂

  • W tej chwili jestem wolny, mam rodzinę, mieszkanie, samochód i nie mam kredytów na głowie. Jednak w tym roku lub na początku nowego wezmę kredyt, który jak na moje możliwości jest gigantyczny, tak jak gigantyczne są odsetki. Jednak jest to kredyt inwestycyjny, przemyślany pod każdym względem. Jest jednak prawdą to co piszesz, kredyt w dużym stopniu podcina skrzydła, albo raczej poddusza. Skecz kiedyś słyszałem, o mężczyźnie, który zmarł a przyczyną śmierci było nieustanne podduszanie przez kredyt hipoteczny.

    • W ostatnich latach niestety można przeczytać coraz więcej takich smutnych historii. Dla mnie to także kolejny argument by rozważać jeszcze bardziej negatywne scenariusze i próbować się na nie jakoś przygotować, bo tak naprawdę to my decydujemy o wysokości potencjalnego zobowiązania.

  • Bywają kredyty brane na mieszkania na wynajem lub obrotowe do prowadzenia większej skali działalności. Po uwzględnieniu ryzyka inwestycyjnego taka opcja pozwala mieć korzyści z kredytowania – nie ma to nic wspólnego z popularnymi pożyczkami.

    • Masz rację w tym co piszesz. Jednakże warto pamiętać, aby kredyty inwestycyjne też brać z głową. Na blogu Macieja Samcika można np: przeczytać historie pana Jarosława z Opola, który wziął kredyty inwestycyjne na 3 mieszkania pod wynajem, a ze względu na wybór waluty (frank) zamiast początkowych 800 tys zł ma do spłaty 1,35 mln zł.

  • Grunt, żeby nie żyć ponad stan. Trudno żyć beż żadnego kredytu, bo chociażby mieć własne mieszkanie większość ludzi kredyt hipoteczny po prostu musi zaciągnąć.

    • Kredyt hipoteczny to jedyny kredyt zaciągany w prywatnych celach, który w naszych rodzinnym życiu ja i moja żona akceptujemy. Bez niego ciężko kupić własne mieszkanie.

  • Katarzyna

    Przekredytowanie, o które baaaardzo łatwo, odbiera wszelką kreatywność, spędza sen z powiek, a działania i myślenie człowieka ogranicza do spłacania rat. Potrafi zamordować wszelką radość. Napięcie niszczy życie rodzinne. Aby „wrócić do żywych” warto pozbyć się długów sprzedając niruchomość. Mam znajome, które zastosowały taką wersję. Mama z trójką dzieci sprzedała mieszkanie, spłaciła długi, wynajęła inne i „wolna” zaczęła dużo lepiej zarabiać, ma wiele świetnych pomysłów, odzyskała radość i chęć do życia i szczęśliwa patrzy w buzie dzieci. Dobrze złamać schemat – można mieszkać w wynajętym mieszkaniu!

    • Katarzyna – dziękuje za komentarz. Jak widać na przykładzie Twoich znajomych, warto łamać schematy, nie podążać ślepo za tym co robią wszyscy. Każdy z nas ma przecież inną sytuację życiową, rodzinną czy finansową.

  • Przez wiele lat byłem zdecydowanym przeciwnikiem kredytów. Stawiałem przede wszystkim na oszczędzanie (życie poniżej swoich możliwości) a większe inwestycje (auto, lokum) finansowałem (właściwie finansowaliśmy, bo w międzyczasie się ożeniłem) z oszczędności. To dobra, bezpieczna i dosyć asekuracyjna droga.
    Jednak będąc tak ostrożnym można rozwijać się tyko z przeciętną szybkością. Wiele inwestycji jest po prostu pozna naszym zasięgiem. Kilka lat temu zmieniliśmy nasze podejście do kredytów, akceptujemy je w sytuacji, gdy pozyskanie środków z kredytu umożliwi nam szybciej się rozwijać – pomnażać swoje oszczędności / majątek.
    Oczywiście nie mam tu na myśli hazardu czy grania na giełdzie, chodzi o inwestycje o umiarkowanym i skalkulowanym ryzyku. Jak skalkulowanym? Wystarczy sobie zadać pytanie, co się stanie, gdy wszystko pójdzie nie tak? Czy jesteśmy w stanie z tym żyć i zapewnić bezpieczeństwo naszej rodzinie. Odpowiedź zawsze musi być TAK.
    Podsumowując, jeżeli kredyty to TYLKO inwestycyjne, TYLKO dla ludzi, którzy są świadomi ryzyk z nimi związanych.

    • Michał – masz rację. Kredyty inwestycyjne tak, ale tylko z głową. Niestety wiele osób o tym zapomina i bierze kredyt na max swoich możliwości, bo przecież biznes musi się udać.

  • Przy kredytach najtrudniej wg mnie mieć odwagę wyjść z pewnych utartych norm. Np. nie stać mnie dla dziecka na wypasiony telefon to wezmę kredyt no bo w szkole wszyscy mają takie telefony. Nie stać na samochód, a co tam, wezmę na raty. Boimy się reakcji innych gdy nie mamy czegoś co mają inni. Kredyt ułatwia sprawę ale nie tędy droga.

    • Mam nadzieję, że nigdy mnie to nie spotka. Syn codziennie przynosi coraz to nowsze pomysły na zabawki z przedszkola i póki co udaje mi się ograniczyć jego konsumpcyjne zapędy 🙂

  • A

    Twój wpis dał mi dużo do myślenia. Kiedyś byłam bardzo przeciwna braniu kredytów, teraz zaczęłam rozważać taką możliwość. Ale trzeba pamiętać, że wzięcie kredytu powinno być ostatecznością.

    Pozdrawiam,
    A

    • Cieszę się z tego, bo taki był też cel mojego artykułu. Jeśli brać kredyty to tylko z głową, dostosowując kwotę do swoich możliwości w długim horyzoncie czasowym.

  • Problem przy kredytach jest jeden. Chcemy nimi łatwo zrealizować własne marzenia. Nawet nie wiecie jak chciałem sobie kupić nowy telefon… przecież stary mam już kilka lat, jest wolny itd. prawie już wziąłem kredyt – przecież raty 0%, 20 rat po 100 PLN. Co to dla mnie? Niby nic, ale dziś miałbym problem, bo brakło by mi tych 100 PLN – po prostu nie przewidziany wydatek. Uznałem, że dobrze się stało i telefonu nie kupie – prędzej zainwestuje w nowy hosting na blogu lub motyw premium. Ale dopiero jak zaoszczędzę. Łatwo nie ma. W ciąż o tym zapominamy bombardowani reklamami „tanich” kredytów i pożyczek. Trzeba pamiętać, że każda taka pożyczka zostanie po prostu „zjedzona”.
    Kredyty hipoteczne – mamy dziś przykłady tego jak banki nas po prostu oszukały na kredytach frankowych. Bankom jest i było obojętne czy damy radę czy nie. One zawsze wygrają. Z drugiej strony, ludzie zamiast odrobinę skromniej, to zadłużali się po sam korek. Teraz toną. Sam jestem przykładem tego, jak sytuacja może się zmienić i niemal z dnia na dzień można stracić pracę (do znalezienia na moim blogu). Kredyt hipoteczny bierzemy przecież na wiele, wiele lat i nie wiadomo co się stanie jutro, a co dopiero za te 10 lat. trzeba bardzo uważać, bo ja chciałbym dzieciom trochę majątku zostawić, a nie długi – pamiętajmy, że w Polsce długi się dziedziczy, a przyjęcie spadku „z dobrodziejstwem inwentarza”, tak do końca nas nie chroni.

    • Masz rację Bartek – musimy myśleć tak by nasze dzieci miały chociaż odrobinę łatwiej na starcie niż my mieliśmy. Odziedziczone długi nie należą do tego typu „prezentów”.

  • Kredytobiorca z głową

    Troszkę inne zdanie i podejście.
    Po pierwsze to nie zawsze banki są złe tylko ludzie przestali myśleć. Temat popularnego franka – osoba z podstawową wiedzą ekonomiczną powinna znać złotą zasadę „bierz kredyt w tej walucie w której zarabiasz” bo przecież nie mamy wpływu na różnice kursowe, na które składają się m.in. polityka zagraniczna, konflikty, ceny ropy, wahania na giełdach. Dwa przykłady: ja zarabiam w pln kredyt brany w pln, mój szwagier obecnie w USA jego żona w Polsce – kredyt (w Polsce) wzięty w $ bo szwagier bez względu na różnice kursowe zarobi i spłaci przykładowo 100 $ i nie interesują go wahania $-pln.
    A teraz o życiu bez kredytów i o oszczędzaniu. Nie czuję się materialistą i nie żyję ponad stan – jak zapewne 4/5 polaków. Ale chcę coś w tym życiu mieć, coś zobaczyć, z czegoś się cieszyć. Ale w tym kraju przy średnich zarobkach nie da się spełnić czasem nawet podstawowych „zachcianek”. Oszczędzać? Ile? 100 -200 zł miesięcznie? To kiedy oszczędzę na wymarzoną wycieczkę po Ameryce południowej? Nie jechać porzucić marzenia i umrzeć z przeświadczeniem, że całe życie tyrałem, oszczędzałem i moje życie było puste, nijakie ? (od razu wyjaśniam – rodzina jest – wspaniała i kochana 🙂
    Nie jestem także zwolennikiem brania kredytów np. na zakup quada na komunie, po postu trzeba realnie ocenić swoje potrzeby i możliwości aby z jednej strony nie wpaść w pętlę zadłużenia z drugiej strony nie żałować sobie życia – bo krótkie jest.
    Znów dwa przykłady ja za kredyt spełniłem swoje marzenie i przez dwa tygodnie zwiedzałem dorzecze Amazonii, spłacam raty ale co zobaczyłem, przeżyłem to moje i będę miał co opowiadać wnukom jak taki rodzinny Tony Halik, mój znajomy z pracy cały czas oszczędzał na jakiś wyjazd, może nowszy samochód, a na pewno na starość. Niestety nie doczekał jej. Czy umierając był szczęśliwy że ma na koncie 20 tyś zł? Nie sądzę.
    Co do oszczędzających – był raport jak odnajdę to wkleję, który mówi o ciekawym zjawisku społecznym, że zaczynają mówić o oszczędzaniu i oszczędzają ci którzy mają już prawie wszystko (dom/mieszkanie, samochód, byli tu i tam). Przeciętny polak zarabiający najniższą krajową nie ma szans znać słowo „oszczędności” i nie ma szans na mieć i być bez kredytu.

    • Ja z kolei wolałbym uzbierać najpierw pieniądze na wymarzoną wycieczkę i dopiero tam pojechać. Wypoczywanie z myślą, że po powrocie mam jeszcze do spłaty kredyt wraz z odsetkami, chyba nie dałoby mi się zrelaksować 🙁

      Co do oszczędzających – oszczędzać powinien moim zdaniem każdy. Osoby najmniej zarabiające tym bardziej, gdyż w ich przypadku utrata pracy i źródła dochodu przez 1-2 miesiące mogłaby okazać się katastrofalna w skutkach. Osoby z klasy średniej i bogaci, raczej będą w stanie przeżyć bez pracy kilka miesięcy. Piszę raczej, gdyż dosyć często się zdarza, że osoby zamożne są tak uzależnione od kredytów, wysokiego poziomu życia, że utrata pracy prowadzi automatycznie do utraty całego dorobku życia.
      The Independent rok temu informował, iż 78% zawodników NFL i 60% zawodników NBA już po 2 latach od przejścia na „sportową” emeryturę zostaje bankrutami.

      • Kredytobiorca z głową

        „Ja z kolei wolałbym uzbierać najpierw pieniądze na wymarzoną wycieczkę ” ale czy zarabiając najniższą krajową, jak byś już uzbierał, w wieku 70 lat przeżyłbyś podróż przez Amazonię, dałbyś radę?

  • Pawel

    Kredyty każdy wie jakie są ale bez nich tez się nie da żyć. Wszystko musi być z głowa. Podam swój przykład kupiłem wczoraj auto cześciowo na kredyt. ,kałem dwie opcje ładować w stary oszczędności i naprawiać a problemów coraz wiecej wiec oszczędności już by szły na naprawy. Po przeliczeniu stwierdziłem ze wpłacam 20% biorę kredyt z rata poniżej 10% miesięcznego dochodu netto. Sprzedaje stary wóz a kasę ze sprzedaży przeznaczam na spłatę czesci kredytu ok 25% długu. W ten sposób mam prawie niwe auto i w miarę spokojny sen. Z drugiej strony oszczędzam dalej kwotę mniejsza o ratę kredytu. Zabezpieczyłem się tez tak ze jak coś pójdzie nie tak sprzedaje to auto spłacam doug a za to co mi zostanie kupie coś zeby się jakiś czas kulać aż sytuacja się nie poprawi. Nie jestem szczęśliwy ze musiałem tak zrobić ale rachunek ekonomiczny wyliczył swoje i to było w miarę rozsądne rozwiazanie

    • Gratuluje podejścia i rozwagi. Jeśli musimy brać kredyt, bo zmusza nas do tego sytuacja, to ważne by robić to z głową tak jak w Twoim przypadku. Jesteś świadom wszystkich konsekwencji wziętego kredytu i masz opracowany czarny scenariusz. Nawet jeśli coś pójdzie nie tak, to nadal masz poduszkę bezpieczeństwa.

  • Michal

    Ja mam dylemat czy wracac do Polski i kupic za oszczednosci mieszkanie w duzym miescie z perspektywami i zaczynac od nowa 2 emigracje czy te oszczednosci wplacic na wklad wlasny I kupic dom na kredyt w UK. Mam jeszcze 2 lata na podjecie decyzji bo to wtedy moj syn bedzie w wieku szkolnym w PL I to bedzie dla nas dead line 😀 byl ktos w podobnej sytuacji?

    • Ja niestety Ci nie pomogę, bo do tej pory nie miałem podobnych dylematów (od skończenia studiów pracuję w Polsce).