Rodzinne recenzje – Rozmowy z użyciem głowy czyli ekonomia dla dzieci

Rozmowy z użyciem głowy czyli ekonomia dla dzieci

Ekonomia dla dzieci to książka, którą przeczytałem w jeden wieczór. Lila, główna bohaterka to bardzo dociekliwa uczennica szkoły podstawowej. W trakcie codziennych rozmów ze swoją mamą, dowiaduje się skąd się wzięły pieniądze, czym zajmują się banki i giełdy, dlaczego w finansach domowych jest dziura budżetowa i po co Państwu nasze podatki. 

Już w szkole podstawowej dzieci uczą się, czym jest chlorofil, a nie ma pojęcia, co to jest inflacja lub na czym polega bessa? Już od dziecka stajemy się konsumentami i podejmujemy decyzje o charakterze ekonomicznym – na co wydać kieszonkowe czy kim zostać w przyszłości. Nie zdajemy sobie z tego nawet sprawy.

 

Tym cytatem Anna Garbolińska zachęca do lektury swojej książki pt.: „Rozmowy z użyciem głowy czyli ekonomia dla dzieci”. Tematy poważne przeplatają się tutaj ze śmiesznymi anegdotami np.:  o podatku od brody, maszynie do drukowania pieniędzy czy stopie bezrobocia wpływającej na rozmiar tenisówek. Ta książka jest inna niż wszystkie. Dzięki barwnym dialogom nie przypomina nudnego podręcznika do finansów czy ekonomii 🙂 .

 

Pieniądze

Lila to bardzo ciekawska dziewczyna. Podczas domowych porządków pyta mamę o historię pieniądza. Dowiaduje się, że kiedyś ludzie nie używali monet ani banknotów, bo byli samowystarczalni. Wszystko czego potrzebowali, wytwarzali we własnym zakresie. Z biegiem lat zaczęli wymieniać się towarami, by pozyskać rzadkie dobra np.: w zamian za mleko dostawali naszyjnik z muszli. Mama tłumaczy dalej córce, że wraz z pieniędzmi pojawili się złotnicy. Ich zadaniem była emisja papierowych dokumentów, które potwierdzały przyjęcie pieniędzy. Dodatkowym atutem była również ochrona przed kradzieżą.
Te problemy należą już do przeszłości. Lila marzy by być tak duża jak brat i mieć własną kartę kredytową. Dzięki niej mogłaby robić zakupy w Internecie, a nie chodzić do sklepów zabawkami. Non stop wierci mamie dziurę w brzuchu i pyta kiedy otrzyma kawałek plastiku na własność?:

– Mamo, kiedy dostanę własną kartę kredytową?! – Lila nie dawała za wygraną. Posiadanie takiej karty było jej największym marzeniem. Oczywiście zaraz po marzeniu o posiadaniu kota!.

– Wszystko w swoim czasie, moja droga – odrzekła mama.

– Już nie mogę się doczekać tego Swojego Czasu –  westchnęła dziewczynka.

 

 

Bank

Czy wiesz skąd pochodzi słowo bank? Ja też nie. Z pomocą przychodzi nam mama Lily. Bank oznacza „ławkę na której siedzieli bankierzy czekający na swoich klientów. Ludzie powierzali im pieniądze na przechowanie.  Po pewnym czasie bankierzy doszli do wniosku, że nie muszą trzymać wszystkich monet i banknotów w skarbcu. Ryzyko, że wszyscy klienci wrócą po swoje oszczędności w jednym czasie jest bliskie zeru. W ten sposób bankierzy wykorzystywali pożyczone pieniądze na pożyczki dla klientów. Tak narodził się bank, którego podstawy działania są do dziś niemal identycznie.

Lila zastanawia się czy depozyt to synonim pieniędzy? Mama objaśnia że tak i dodaje po chwili, że w zamian za powierzone pieniądze dostajemy wynagrodzenie w postaci odsetek:

– Ojej, to ja wolę oszczędzać w banku, niż trzymać kieszonkowe w mojej śwince – skarbonce! – zawołała ze zgrozą Lila.

– W banku dostanę odsetki i nie muszę się bać, że zgubię pieniądze albo pogryzie mi je chomik! – wykrzyknęła.

– Pamiętasz, mamo, gdy kiedyś zgubiłam banknoty, to Teodor je pogryzł i zrobił sobie z nich legowisko!.

 

Giełda

Temat giełdy rzadko pojawia się w książkach dla dzieci. A szkoda, bo to niezwykle ciekawe zagadnienie. Na szczęście z pomocą przychodzi mama Lilii. Tłumaczy, że giełda papierów wartościowych to miejsce, gdzie spotykają się właściciele firm i przedsiębiorstw (akcjonariusze). Sprzedają i kupują papiery wartościowe np.: w postaci akcji. Aby lepiej to zobrazować wykorzystuje przypadek kwiaciarni.

Mama zwraca uwagę, że na giełdzie ceny akcji zmieniają się codziennie. Zależy to od popytu i podaży:

Cena zależy od popytu i podaży. Jeżeli ceny akcji przez długi czas rosną, mówimy , że na giełdzie jest hossa – odparła mama. – Pewnie dlatego tata Wojtka ostatnio ciągle wygrywa. Wojtek mi mówił, że teraz jest hossa, ale myślała,, że to taki okrzyk radości – roześmiała się dziewczynka.

 

Podatek

Dziadek powiedział Lilii, że nie płaci już podatków. To dlatego, że ma niskie dochody. Przy okazji mama wyjaśnia córce, że podatki, to pieniądze, które przekazujemy Państwu. Możemy wyróżnić kilka typów podatków:

  • od dochodów (dochodowy)
  • od zysku ze sprzedaży akcji (od inwestycji)
  • od zakupów np.: jabłek czy cukierków (VAT)
  • od domu (podatek od nieruchomości)

Choć wydaje nam się, że niektóre podatki są bezsensowne, to chyba nikt nie słyszał o podatku od brody wprowadzonym przez cara Piotra I ponad 300 lat temu:

Dawniej broda była przywilejem bogaczy i najprawdopodobniej chodziło o to, że najprościej podreperować budżet monetami tych, którzy i tak mają ich pod dostatkiem

 

Lila nie rozumie jednak Lila po co państwu te podatki. Dowiaduje się, że państwo potrzebuje pieniędzy by utrzymać policjantów, żołnierzy, strażaków, opiekę zdrowotną, szkołę czy drogi.

 

Inflacja

Mamo, mamo!!! Zżera nas coś strasznego. Tato Wojtka mówi, że nic na to nie poradzimy.   Zjada nas i koniec! – Lila z bojowym okrzykiem wbiegła do kuchni.

– Co nas zjada? Tato Wojtka miał zły sen? A może stres go zżera? – zapytała mama, krojąc warzywa.

– Nie, mamo. Nie tylko nas, ale i nasze pieniądze! – odparła Lila, podkradając chrupiącą marchewkę.

– Inflacja, kochanie! Tacie Wojtka chodziło o inflację.

 

Inflacja to nic innego jak wzrost cen towarów czy usług. Oznacza, że z roku na rok, za te same pieniądze możemy kupić mniej. Mama wyjaśnia córce, że inflacja to nic dobrego. Jej działaniu nie poddaje się nawet świnka skarbonka, której zawartość jest z dnia na dzień coraz mniej warta.

Temat inflacji okazuje się być bardzo ciekawy. Lila chce wiedzieć od czego zaczyna się inflacja i czy maszynka do drukowania pieniędzy to dobry pomysł? Mama wykłada dziecku, że przez maszynkę do zarabiania pieniędzy wszyscy byliby biedni.

Te argumenty nie przypadają Lilii do gustu. Nie chce wierzyć mamie, bo przecież mając górę pieniędzy mogłaby kupić niebieską sukienkę, nowy rower, domek dla chomika Teodora czy nową komórkę dla taty. Niestety gdyby każdy miał taką maszynkę, to zabrakłoby towarów,  a ceny rosłyby tak szybko, że mielibyśmy hiperinflację.

 

Autor: Anna Garbolińska
Wydawnictwo: Novaeres
Il. Stron: 90
Wiek: 9-14 lat

Książkę możesz kupić tutaj.

Uwaga:

Wpis zawiera link afiliacyjny. Jeśli zdecydujesz się kupić książkę z mojego polecenia, zarobię na tym drobną prowizję. Będzie to dla mnie znak, że cenisz sobie moją rekomendację. Twoja cena zakupu nie ulegnie zmianie. W sekcji „Rodzinne recenzje” opisuję książki, które sam przeczytałem i uważam za przydatne w nauczaniu dzieci finansów.

 
Rozmowy z użyciem głowy - reklama Rozmowy z użyciem głowy - podatek Rozmowy z użyciem głowy - odsetki Rozmowy z użyciem głowy - giełda

 

  • Super książka. Nie jednemu dorosłe mu też taka lekcja ekonomii by się przydała 😉

  • Iza

    Świetna pozycja książkowa. Sama z chęcią bym ją przeczytała 🙂